rozmowa z Piotrem Szczotką  2/2 To    naprawdę    takie    istotne    z    punktu    widzenia    pacjenta,    jak    nazywa    się    metoda, którą z nim pracujemy?   Oczywiście!   Pacjent,   bowiem   nie   może   być   wprowadzany   w   błąd!   Przykładowo:   jeśli   klientka umawiając     się     na     manualny     drenaż     limfatyczny     pyta     mnie,     czy     to     będzie     bolesne lub   na   czym   będę   wykonywał   drenaż,   mam   sygnał,   że   pierwszy   kontakt   z   drenażem   limfatycznym był    albo    pomyłką,    albo    „sprzedano”    jej    inny    produkt.    (śmiech)    Jeśli    klientka    opowiada, że    miała    wykonywane    takie    i    inne    techniki,    a    potem    ktoś    ją    dodatkowo    czymś    smarował lub   wykonał   np.   zabieg   bańką,   wiem,   że   nie   korzystała   z   MDL.   Nie   chodzi   tu   o   krytykę   poczynań naszych    kolegów    po    fachu,    bo    może    ktoś    w    dobrej    wierze    wykonał    w    gabinecie    taki czy inny zabieg, ale nie mylmy tego z manualnym drenażem limfatycznym!   Jeśli   ktoś   miał   masaż   w   trakcie   ćwiczeń,   a   nie   odwrotnie,   to   nie   był   to   tylko   masaż.   Tutaj   masaż pewnie     wspomagał     proces     terapeutyczny,     przebiegający     u     podstaw     z     kinezyterapią. Są    także    dosyć    nieprzyjemne    w    odczuciach    dla    pacjenta,    ale    czasem    konieczne    zabiegi na tkankach miękkich. Pacjent powinien być jednak o tym poinformowany.   Kiedy   klient   pyta   mnie,   czy   „będę   go   nastawiał”,   odpowiadam   z   humorem,   że   nie;   chyba   że   chodzi mu   o   pozytywnie   nastawienie   do   życia.   „Bo   przyszedł   pan   na   masaż,   a   ja   jestem   dyplomowanym masażystą”.     Jeśli     będzie     taka     konieczność,     to     zarekomenduję     dobrego     fizjoterapeutę lub osteopatę. I jak reagują pacjenci? Wszak istnieje przekonanie, że nie wypada czegoś nie potrafić?   Nie   mam   z   tym   problemów.   Wiem,   jakie   są   moje   kwalifikacje   i   nauczyłem   się   współpracować w    zespole.    Bywa,    że    klienci    się    temu    dziwią,    ale    ja    tak    już    mam.    To    spuścizna    przygody z   zagranicą,   gdzie   nauczono   mnie   szacunku   dla   pokrewnych   zawodów.   Niech   każdy   zajmuje   się tym,    co    do    niego    należy.    Aczkolwiek    to    są    dość    płynne    granice.    Nie    każdy    to    rozumie, ale ja powstrzymują się od oceniania. Chciałbym     jeszcze     wrócić     do     poprzedniego     pytania.     Mówił     pan     o     masażach specjalistycznych i pracy z tkankami miękkimi. Czy to wszystko?   Ja   dodałbym   jeszcze   dwa   nurty.   Mamy   cały   obszar   działań   tzw.   „zabiegów   na   ciało”.   To   nurt   Spa, relaksacyjno-profilaktyczny       i       kosmetyczno-pielęgnacyjny.       Tu       bywa       bardzo       różnie. Czasem    rozbudowuje    się    zabieg    tworzony    w    oparciu    o    masaż,    ale    z    różnymi    dodatkami. Innym   razem,   masaż   bardziej   służy   rozprowadzeniu   preparatów,   jako   przygotowanie   do   głównego zabiegu   lub   też   odwrotnie.   Istnieje   swoista   mozaika   -   czasem   zabiegi   mają   charakter   „autorski”, związany   z   daną   siecią   gabinetów   czy   ośrodków   Spa.   Ale   jeśli   ktoś   korzysta   z   takich   zabiegów, jego    świadomość    może    płatać    figle.    Niekoniecznie    będzie    bardziej    znał    się    na    masażach, bo    czasem    nie    ma    głębszego    pojęcia,    co    tak    naprawdę    zastosowano.    Tu    jest    potężne    pole do   popisu   dla   samych   terapeutów,   masażystów   czy   kosmetyczek.   Zakładanie,   że   pacjent   wie, na czym polegać będzie dany zabieg, bywa zgubne.   Mamy     wreszcie     nurt     pracy     z     ciałem,     tzw.     body     work.     Prawdziwa     mozaika     masażu lub   jego   elementy   stosowane   w   różnym   stopniu   obok   biernych   lub   czynnych   elementów   ćwiczeń i   rozciągania.   Do   tego   dochodzi   praca   z   oddechem,   dodatkowe   drobne   przyrządy   i   co   ważne -   elementy   edukacji   prozdrowotnej.   Czasem   odbywają   się   całe   złożone   sesje   w   celu   reedukacji wzorców   ruchowych.   Ciekawą   praktyką   są   sesje,   które   nie   wymagają   rozbierania   się.   Pracuje   się w    wygodnym,    luźnym    ubraniu.    Kiedyś    to    była    „herezja”    (śmiech).    Zwłaszcza    w    czasach, kiedy    pacjent    miał    zachowywać    się    biernie,    a    zabiegi    odbywały    się    dosyć    schematycznie w ustalonych pozycjach. Dziś świadomość tego, co się wykonuje, jest bardzo istotna. Wspomniał   pan   o   tym,   że   nie   ma   powodów,   by   gloryfikować   świadomość   pacjentów zagranicą. No właśnie, jakie są pana doświadczenia w pracy zagranicą?   Dotyczą   przede   wszystkim   edukacji.   To   jest   inaczej   poukładany   świat.   Zaznaczam:   nie   gloryfikuję go,   ale   nauczanie   jest   bardziej   pragmatyczne.   Poza   tym   edukacja   jest   dosyć   droga.   Na   różnych szkoleniach   spotkać   można   osoby   z   wielu   środowisk.   Jeszcze   nikt   mnie   nie   zapytał,   czy   jestem dyplomowanym     masażystą,     fizjoterapeutą,     lekarzem,     osteopatą     czy     może     pracownikiem socjalnym.     Takie     sztuczne     podziały     mają     miejsce     zwłaszcza     w     Polsce.     Moim     zdaniem jest   diametralnie   inaczej   kładziony   nacisk   na   aspekty   zarówno   czysto   fizyczne,   jak   i   psychiczne. Nie   przekracza   się   granicy,   ale   też   szkoli   się   tak,   aby   przygotować   terapeutów   do   różnych   reakcji podczas zabiegów zdrowotnych.   Nasze   szkolenia   są   bardziej   spontaniczne.   Może   i   wydają   się   mniej   lub   bardziej   chaotyczne, ale   to   ma   swoją   wartość.   Widzę   to   także,   gdy   mam   kontakt   z   terapeutami   lub   pracownikami   Spa, przyjeżdżającymi   coraz   częściej   na   szkolenia   do   Polski.   Nauka   w   wielu   krajach   jest   może   bardziej pragmatyczna,    poukładana,    ale    to    u    nas    odkrywa    się    ciekawe    rzeczy    na    zasadzie    “studiów przypadku”,   w   którym   omawia   się   konkretnie,   co   i   jak.   Z   moich   doświadczeń   zagranicznych wypływa    przede    wszystkim    przekonanie    o    słuszności    bardzo    ścisłej    współpracy    z    różnymi specjalistami. Współpraca, a nie dzika rywalizacja.  Wiem,   że   zaczynał   pan   swoją   pracę   na   oddziałach   ortopedii   i   rehabilitacji.   Dziś   zajmuje się pan zupełnie innymi zabiegami niż na początku. Co na to wpłynęło?   No   dobrze,   niech   będzie   wątek   prywatny,   ale   wolę,   aby   to   odebrano   jako   możliwość   modelowania własnych   doświadczeń   i   sens   zauważania   głębszych   potrzeb.   (śmiech)   To,   że   dziś   sporo   pracuję z    ludźmi    z    problemami    zdrowotno-estetycznymi,    że    współpracuję    ze    specjalistami    w    ramach zabiegów   chirurgii   rekonstrukcyjnej   i   plastycznej,   nie   wynika   z   trendów   czy   mody,   ale   właśnie z   byłych   doświadczeń   klinicznych.   To   praca   z   pacjentami   po   wypadkach,   z   bliznami,   zwłóknieniami, oparzeniami,    obrzękami    daje    wgląd    w    to,    jak    sobie    radzić    z    konkretnymi    sytuacjami    także od strony estetycznej.   Natomiast   odnowa   psychosomatyczna,   czyli   nurt   body   work,   to   nie   lada   wyzwanie   nie   tylko w   różnie   rozumianej   relaksacji   czy   w   nurcie   Spa,   ale   zwłaszcza   w   przypadku   pracy   z   osobami po    silnej    traumie    lub    ze    zmianami    w    tkankach    miękkich,    wynikającymi    z    silnego    stresu czy   wymuszonych   pozycji   w   pracy.   Trudno   to   wytłumaczyć   w   paru   słowach,   ale   pracuję   także z    osobami,    mającymi    awersję    do    dotyku,    problemami    z    akceptacją    siebie,    swojego    ciała, czasem   wypalonych.   W   ramach   współpracy   z   lekarzami   pracuję   czasem   z   osobami   w   depresji, w silnym stresie, totalnie przemęczonych, itd…   Od   wielu   lat   zajmuje   się   pan   nie   tylko   praktyką,   ale   jest   pan   najbardziej   znanym   w   Polsce propagatorem   masażu   i   nurtu   body   work.   Jak   pan   widzi   młodszych,   rozpoczynających   pracę masażystów lub fizjoterapeutów z perspektywy szkoleń?   Trudno   to   oceniać,   ale   myślę,   że   u   naszych   młodszych   kolegów   coraz   bardziej   widoczny   jest   brak ugruntowania    wiedzy,    cierpliwości    i    potrzebnego    skupienia.    Myślę    że    są    „przeteoretyzowani” od   samego   początku.   Kiedy   mam   na   szkoleniu   absolwentów,   którzy   pokończyli   wiele   kursów, warsztatów, a nie mieli jeszcze nigdy kontaktu z pacjentami, to trudno to komentować.   Co   z   tego,   że   ktoś   od   razu   po   szkole   jako   technik   masażysta   poszedł   na   studia   z   fizjoterapii i    dodatkowo    ukończył    kursy,    jeśli    jego    dłonie    manualnie    pozostawiają    wiele    do    życzenia? Nawet   nie   chodzi   o   pracę   kliniczna,   ale   przecież   jest   wiele   okazji   do   popraktykowania   –   jeśli   nie w szkole czy na dodatkowych zajęciach – to chociaż na znajomych czy rodzinie.   Jest   obecnie   szał   na   „certyfikamanię”.   Owszem   warto   i   trzeba   ciągle   się   szkolić,   ale   zdobyta   teoria musi   mieć   wpierw   ujście   w   postaci   praktyki   i   ugruntowania   tego,   co   się   dotychczas   poznało. Czym   innym   są   warsztaty   poglądowe,   które   z   założenia   są   po   to,   by   dać   rozeznanie,   jak   później absolwent    może    się    rozwijać.    Ale    jeśli    młodszy    adept    ma    problem    –    jak    to    się    dziś    mówi –   z   „ogarnięciem”   i   wykonaniem   ogólnego   masażu,   a   deklaruje,   że   chce   oprócz   pracy   klinicznej zająć się prywatną praktyką dodatkowo w gabinecie masażu lub w Spa, to ma spory problem. Najgorsze, że jest to problem, którego on sam nie zauważa…   No, właśnie! Panie    Piotrze…    Prywatna    praktyka,    licznie    wydane    książki    i    artykuły,    niezliczone wykłady   i   kongresy,   szkolenia,   powszechnie   znana   aktywność   na   internetowych   forach dyskusyjnych… Jak pan na to wszystko znajduje czas?   Dziś   skupiam   się   przede   wszystkim   na   praktyce   oraz   na   pracy   na   rzecz   uświadamiania   pacjentów w   ramach   moich   profesji,   nie   tylko   jako   dyplomowany   masażysta.   Jeśli   mam   do   wyboru   masaż, poprowadzenie    kursu    lub    wykład,    to    zdecydowanie    wybiorę    praktykę.    To    nie    kwestia    czasu, ale    pytania,    które    musimy    sobie    w    takich    profesjach    zadać.    Nie    chodzi    o    to,    jak    chcesz praktykować i co wykonywać, ale przede wszystkim: dlaczego chcesz.   Nie    oceniam    praktyki    jedynie    z    polskiej    perspektywy,    uprawiam    jeden    z    najpiękniejszych zawodów:      międzynarodowy   i   bardzo   stary.   A   ten   wymaga   nauki,   wymiany   doświadczeń,   ale   także dyspozycyjności i specyficznego wglądu w człowieka; intuicji i empatii.   Dziś   zainteresowani   kursami   chcą   iść   na   skróty,   a   mnie   to   już   nie   odpowiada.   Dlatego   raczej pracuję   z   tymi,   co   wiedzą,   dlaczego   chcą.   Nie   przeszkadza   im,   że   jestem   czasem   nieco   chaotyczny, wielowątkowy   w   dyskusjach;   bo   ten   zawód   wymaga   wielu   zainteresowań   i   czegoś   tam   jeszcze. A   czego?   Chciałbym,   aby   nad   tym   zastanowili   się   zwłaszcza   młodsi,   zaczynający   dopiero   adepci. Życzę wszystkim powodzenia. Bardzo dziękuję panu za rozmowę.   Ja również.
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO W POLSCE REKLAMA
Strona ma charakter informacyjny i popularyzujący wiedzę z zakresu fizjoterapii. Redakcja Portalu nie bierze odpowiedzialności za skutki praktycznego wykorzystania treści zawartych na stronie. Portal Fizjopedia.pl nie bierze odpowiedzialności za treść reklam, umieszczonych na stronach portalu oraz za treści publikowane przez Czytelników na forach dyskusyjnych.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl.  Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem, środkami.     (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017    FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
FIZJOPEDIA.PL NIEZALEŻNY SERWIS INFORMACYJNY POŚWIĘCONY FIZJOTERAPII
Rozmowy niekontrolowane