6 marca 2012   Jestem optymistą    z Maciejem Krawczykiem, doktorem nauk o kulturze fizycznej w dziedzinie rehabilitacji (fizjoterapii) rozmawia Radosław Dzikoń Radosław Dzikoń: Dlaczego fizjoterapia?   dr    Maciej    Krawczyk:    Zdecydował    o    tym    zbieg okoliczności.          Pani          dyrektor          liceum im.    A.    Mickiewicza    w    Warszawie,    do    którego uczęszczałem,      kiedy      dowiedziała      się,      że zamierzam    studiować    fizjoterapię,    dopytywała z    niedowierzaniem,    czy    na    pewno    chciałbym pójść na taki kierunek.   Czy   w   związku      z   tym   faktem,   przejawiał   pan w czasach szkolnych jakieś inne talenty?   Jeśli     chodzi     o     osiągnięcia,          to     przedmioty humanistyczne       dominowały,       stąd       pewnie zdziwienie      dyrektor,      że      wybór      padł      na fizjoterapię.   Moje   czasy   szkolne   można   by   było nazwać   jednym   słowem   -   wywrotowiec.   Zostałem dwa    razy    ze    szkoły    wyrzucany    z    powodów    politycznych.    Organizowałem    różnego    rodzaju manifestacje   przeciwko   władzy.   Był   to   okres   pomiędzy   1981-1985   rokiem   ubiegłego   stulecia, a      więc      historycznie      trudny      dla      nas      wszystkich.      Kolportowałem      wiersze,      prasę i książki. Zbierałem z kolegami pieniądze na kwiaty na grób ks. Popiełuszki. Czy wybór fizjoterapii był równie trudny jak pana czasy szkolne?   Od   dziecka   interesował   mnie   sport.   Biegałem   na   nartach,   uprawiałem   jazdę   szybką   na   lodzie. Nie   interesowała   mnie   AWF,   a   należy   pamiętać,   że   wówczas   można   było   tylko   tam   studiować fizjoterapię,    bądź    w    policealnych    szkołach    zawodowych.    Od    trzeciej    klasy    liceum    myślałem, że   pójdę   na   medycynę.   Rozpocząłem   nawet   przygotowania   do   zdawania   na   ten   kierunek.   W   klasie maturalnej     pomyślałem,     że     medycyna     może     jest     interesująca,     ale     właściwie     dlaczego nie    fizjoterapia.    Za    namową    mojego    starszego    kolegi,    który    stwierdził,    że    fizjoterapia, to   połączenie   sportu   i   medycyny.   Skierowałem   się   bardziej   w   stronę   fizjoterapii.   Bardzo   mi   to odpowiadało. Rozpoczął   pan   studiowanie   fizjoterapii.   Coś   mi   jednak   podpowiada,   że   nie   od   razu   tak   się stało?   Naturalnie,    że    nie.    Złożyłem    dokumenty    na    fizjoterapię,    jednocześnie    przygotowując    się do   egzaminów   na   medycynę.   W   tamtym   czasie,   trzeba   było   zdeklarować   się,   gdzie   chcemy studiować.   Dysponowaliśmy   wówczas   jednym   egzemplarzem   świadectwa   maturalnego.   Zaliczenie egzaminów    ze    sprawności    fizycznej    na    wydziale    fizjoterapii    było    wstępem    do    egzaminów teoretycznych    na    tym    kierunku.    Przekreślało    jednak    możliwość    zdawania    na    medycynę. Zdałem    egzaminy    teoretyczne    na    fizjoterapię,    choć    w    tamtym    czasie    było    trudno    o    indeks. Zdawało    kilka    osób    na    jedno    miejsce,    a    w    ogóle    w    całej    Polsce    jak    policzyłem    fizjoterapię studiowało nieco ponad czterysta osób. Rzeczywiście dość zawiła historia…   Dopowiem   jeszcze,   że   w   czasach   studenckich,   właśnie   po   drugim   roku   fizjoterapii,   jeździłem z   kolegą   do   Niemiec   do   pracy.   Jeździliśmy,   naturalnie,   autostopem.   Jeden   z   kierowców,   który   nas zabrał,    zapytał.    Co    studiujecie?    Odparliśmy,    że        fizjoterapię.    A    co    to    takiego?    -    dopytywał. Mój kolega odpowiedział mu, że jest to coś pomiędzy sportem a medycyną. Było to 23 lata temu. Jak podsumowałby pan ostatnie dwudziestolecie w fizjoterapii?   Trzeba    spojrzeć    na    fizjoterapię    wielopłaszczyznowo.    25    lat    temu    powstał    pierwszy    wydział fizjoterapii.    Wcześniej    to    kształcenie    było    marginalne.    Zawód    fizjoterapeuty    w    porównaniu z   innymi   zawodami   medycznymi   był   praktycznie   niezauważalny.   Patrząc   ilościowo,   obecnie   mamy ponad    50    tys.    fizjoterapeutów    w    Polsce.    Za    czasów    mojego    studiowania,    jak    wspomniałem wcześniej,   było   to   kilkaset   absolwentów   rocznie.   Wówczas   byli   to   ludzie   pracujący   w   sanatoriach i   szpitalach.   Rozwój   polskiej   fizjoterapii   w   ostatnim   XX-leciu   ściśle   związany   był   z   rozwojem komunikacji.   Komunikacja   pod   koniec   lat   80.   dla   ludzi,   którzy   uprawiali   ten   zawód,   była   bardzo utrudniona. Nie było tak, jak dziś, internetu. Jak sobie wówczas radzili fizjoterapeuci z dostępem do nowości w tej dziedzinie?   Ktoś,    kto    chciał    dowiedzieć    się    czegoś    z    informacji    zagranicznych,    musiał    prenumerować czasopisma,   co   było   bardzo   trudne   ze   względów   politycznych   i   finansowych.   Można   było   również indywidualnie    występować    do    autora    publikacji    z    prośbą    o    przesłanie    odbitki    jego    artykułu. Po    odczekaniu    około    miesiąca,    można    było    do    takiego    artykułu    dotrzeć.    Zawartość    głównej biblioteki    lekarskiej    w    Warszawie    było    bardzo    mała.    Świadczy    to    tylko    o    tym,    że    dostęp do najnowszej wiedzy z dziedziny fizjoterapii był bardzo utrudniony. Czy     kadra     kształcąca     przyszłych     fizjoterapeutów     miała     również     z     tego     powodu problemy?   Nauczyciele     polskiej     fizjoterapii     to     byli     ludzie     wybitni.     Przede     wszystkim     humaniści, a   z   drugiej   strony   posiadali   ogromną   wiedzę      medyczną.   Ówcześni   fizjoterapeuci   kształceni   byli głównie    przez    lekarzy    oraz    wybitnych    polskich    fizjoterapeutów,    którzy    również    uczyli    się od    lekarzy.    Szczególnie    zwracali    uwagę    na    wielobarwność    fizjoterapii    tacy    nauczyciele,    jak: prof.    Dega,    prof.    Weiss    oraz    fizjoterapeuci    prof.    Andrzej    Zembaty,    prof.    Wiesław    Siwek, mgr   Wojciech   Chydziński.   Ci   ostatni   byli   nauczani   przez   wybitnych   lekarzy,   którzy   podkreślali, że większość chorób leczyć powinno się przy udziale fizjoterapeutów.
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO W POLSCE REKLAMA
Strona ma charakter informacyjny i popularyzujący wiedzę z zakresu fizjoterapii. Redakcja Portalu nie bierze odpowiedzialności za skutki praktycznego wykorzystania treści zawartych na stronie. Portal Fizjopedia.pl nie bierze odpowiedzialności za treść reklam, umieszczonych na stronach portalu oraz za treści publikowane przez Czytelników na forach dyskusyjnych.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl.  Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem, środkami.     (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017    FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
FIZJOPEDIA.PL NIEZALEŻNY SERWIS INFORMACYJNY POŚWIĘCONY FIZJOTERAPII
Rozmowy niekontrolowane
dalej dalej