PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
fizjopedia.pl
jesteśmy razem
11
lat!
6 października 2017 Wyższa Na ostrzu szpilki albo czy fizjoterapeuta może zajmować się igłoterapią? Tomasz Borowski Mamy w naszym środowisku nowy, niezwykle kłujący temat, jakim jest igłoterapia. Nieobznajomionym z tematem wyjaśniam, że nie chodzi tu o akupunkturę, ale o wkłuwanie igieł w wybrane miejsca naszego ciała, które nie za wiele mają wspólnego z różnymi przedziwnymi meridianami. Igłoterapia, zwana również igłowaniem albo nawet suchym igłowaniem (co pozwala nam wnioskować, że autor ostatniej nazwy był wybitnym lingwistą klasy międzynarodowej) polega na wtykaniu igieł w miejsca, które - wedle wykonującego ten zabieg - są punktami spustowymi. O tym, że dany punkt jest punktem spustowym świadczyć ma ból w tym miejscu oraz dane płynące z założonych specjalnych soczewek kontaktowych, sprzężonych z ultrasonografem. Łatwo więc odróżnić fizjoterapeucie bolesność punktu spustowego od bolesności tkanki patomorfologicznie zmienionej przez nowotworowy przerzut. Wyprzedzamy w tej kwestii o lata świetlne lekarzy, którzy do pewności, co dokładnie znajduje się głęboko pod skórą, potrzebują USG, rezonansu magnetycznego albo badań histopatologicznych. My nie zaprzątamy sobie głowy takimi śmiesznymi rzeczami. Mówią jedni, że fizjoterapeuta nie ma prawa do naruszania ciągłości tkanek. Trudno przyznać im stuprocentową rację - wszakże nigdzie nam tego czynić nie zabroniono. Nasza ustawa o zawodzie fizjoterapeuty milczy w tej kwestii całkowicie. W myśl przepisów ustawy, fizjoterapeuta udziela świadczeń zdrowotnych, które obejmują diagnostykę funkcjonalną pacjenta, kwalifikowanie, planowanie i prowadzenie fizykoterapii, kinezyterapii oraz masażu. Również w dalszych przepisach o wkłuwaniu igieł ani słowa. Ale też i nie ma ani słowa o tym, że igieł wtykać nie wolno. Czy w takim razie fizjoterapeuta może zajmować się igłoterapią? Prawdopodobnie żadnemu z fizjoterapeutów zakazać igłowania nie można, bo nie ma do tego żadnej podstawy prawnej. Jest jednak jedno “ale”. To “ale” jest jednak tak istotne, że gdy się nad nim zastanowić, każdemu fizjoterapeucie, któremu połączenia mózgowe pracują w normalnym trybie, ochota na wkłuwanie igieł w ciało pacjenta przechodzi natychmiastowo i skutecznie. Wyobraźmy sobie taką sytuację: wkłuwamy radośnie pacjentowi igiełki. Mamy wielkie szczęście, że nie naruszamy mu naczyń, nerwów, a upragnione przez nas bolesności w ciele pacjenta to nasze kochane punkty spustowe. Załóżmy, że tak będzie. Wyobraźmy też sobie dzień, w którym u progu naszego gabinetu pojawia się pacjent z poważną miną i mówi tak: wie pan co? Okazało się, że mam wirusowe zapalenie wątroby typu C. Lekarz mi powiedział, że może to być z kilku powodów i wyliczył kilka. Powiem panu tak: nie byłem na tatuażu, nie miałem transfuzji, nie mam przygodnych kontaktów seksualnych, byłem jedynie u pana, a pan wkłuwał mi igły. Lekarz potwierdził, że to może być od tego, co pan robił. To prawdziwa historia. Usłyszałem ją kilka tygodni temu. Dotyczy jednak nie fizjoterapeuty, tylko mojego znajomego dentysty. Opowiedział mi on, jak przyszedł do niego pacjent i oznajmił, że ma WZW C. Stwierdził, że jedyne źródło zakażenia, jakie mu do głowy przychodzi to gabinet mojego znajomego dentysty. Co zrobił mój znajomy dentysta? Nie chcąc się wdawać w niepotrzebne dyskusje i spory, czy to naprawdę u niego doszło do zakażenia, zamiast pokazywać wszystkie żelazne certyfikaty na autoklawy, niemal bez słowa wyjął z szuflady polisę OC, skserował ją na urządzeniu wielofunkcyjnym i wręczył ją pacjentowi. Firma ubezpieczeniowa zajmie się wszystkim. Co w takiej sytuacji zrobić może fizjoterapeuta? Większość z nas ma aktualną polisę OC. Ile warta będzie nasza polisa w takiej sytuacji, przekonamy się bardzo szybko, gdy dostaniemy informację z firmy ubezpieczeniowej, że roszczenie pacjenta nie zostanie przez nich uwzględnione, bo polisa obejmuje jedynie procedury fizjoterapeutyczne, a wkłuwanie igieł do nich nie należy. Pomyślcie, ile domagalibyście się zadośćuczynienia finansowego za zarażenie Was wirusowym zapaleniem wątroby typu C, które trwale uszkodzi Wam ten organ i które w sporym procencie kończy się śmiercią z powodu raka wątroby albo jej przeszczepem? Trzysta tysięcy złotych? Nie sądzę. Pięćset tysięcy? Ja domagałbym się miliona złotych. Zatrudniłbym w tym celu specjalną firmę, która wyegzekwuje na drodze sądowej moje odszkodowanie. Szczerze mówiąc, guzik będzie nas interesowało, skąd obwiniony weźmie te pieniądze. Czy sprzeda dom, samochody, zapożyczy się, czy odsprzeda Chińczykom nerkę. Dokładnie tak samo zrobi nasz pacjent. Dlaczegóż miałby tego nie zrobić? Dlatego, że jesteśmy “fajni”? Tomasz Borowski

© Fizjopedia.pl - Portal niezależnej publicystyki fizjoterapeutycznej, 2008-2019

Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na tej stronie są prawnie chronioną własnością intelektualną.

Kopiowanie, wydruk lub inne rozpowszechnianie bez podania źródła, będzie traktowane jako działanie na szkodę portalu i ścigane wszelkimi,

przewidzianymi prawem, środkami.

O PORTALU

© Fizjopedia.pl - Portal niezależnej publicystyki

fizjoterapeutycznej, 2008-2019

Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone

na stronach portalu są własnością intelektualną

portalu Fizjopedia.pl.

Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane

będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl

i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem,

środkami. Portal nie bierze odpowiedzialności

za treść zamieszczonych reklam.

PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
fizjopedia.pl
6 października 2017 Na ostrzu szpilki albo czy fizjoterapeuta może zajmować się igłoterapią? Tomasz Borowski Mamy w naszym środowisku nowy, niezwykle kłujący temat, jakim jest igłoterapia. Nieobznajomionym z tematem wyjaśniam, że nie chodzi tu o akupunkturę, ale o wkłuwanie igieł w wybrane miejsca naszego ciała, które nie za wiele mają wspólnego z różnymi przedziwnymi meridianami. Igłoterapia, zwana również igłowaniem albo nawet suchym igłowaniem (co pozwala nam wnioskować, że autor ostatniej nazwy był wybitnym lingwistą klasy międzynarodowej) polega na wtykaniu igieł w miejsca, które - wedle wykonującego ten zabieg - są punktami spustowymi. O tym, że dany punkt jest punktem spustowym świadczyć ma ból w tym miejscu oraz dane płynące z założonych specjalnych soczewek kontaktowych, sprzężonych z ultrasonografem. Łatwo więc odróżnić fizjoterapeucie bolesność punktu spustowego od bolesności tkanki patomorfologicznie zmienionej przez nowotworowy przerzut. Wyprzedzamy w tej kwestii o lata świetlne lekarzy, którzy do pewności, co dokładnie znajduje się głęboko pod skórą, potrzebują USG, rezonansu magnetycznego albo badań histopatologicznych. My nie zaprzątamy sobie głowy takimi śmiesznymi rzeczami. Mówią jedni, że fizjoterapeuta nie ma prawa do naruszania ciągłości tkanek. Trudno przyznać im stuprocentową rację - wszakże nigdzie nam tego czynić nie zabroniono. Nasza ustawa o zawodzie fizjoterapeuty milczy w tej kwestii całkowicie. W myśl przepisów ustawy, fizjoterapeuta udziela świadczeń zdrowotnych, które obejmują diagnostykę funkcjonalną pacjenta, kwalifikowanie, planowanie i prowadzenie fizykoterapii, kinezyterapii oraz masażu. Również w dalszych przepisach o wkłuwaniu igieł ani słowa. Ale też i nie ma ani słowa o tym, że igieł wtykać nie wolno. Czy w takim razie fizjoterapeuta może zajmować się igłoterapią? Prawdopodobnie żadnemu z fizjoterapeutów zakazać igłowania nie można, bo nie ma do tego żadnej podstawy prawnej. Jest jednak jedno “ale”. To “ale” jest jednak tak istotne, że gdy się nad nim zastanowić, każdemu fizjoterapeucie, któremu połączenia mózgowe pracują w normalnym trybie, ochota na wkłuwanie igieł w ciało pacjenta przechodzi natychmiastowo i skutecznie. Wyobraźmy sobie taką sytuację: wkłuwamy radośnie pacjentowi igiełki. Mamy wielkie szczęście, że nie naruszamy mu naczyń, nerwów, a upragnione przez nas bolesności w ciele pacjenta to nasze kochane punkty spustowe. Załóżmy, że tak będzie. Wyobraźmy też sobie dzień, w którym u progu naszego gabinetu pojawia się pacjent z poważną miną i mówi tak: wie pan co? Okazało się, że mam wirusowe zapalenie wątroby typu C. Lekarz mi powiedział, że może to być z kilku powodów i wyliczył kilka. Powiem panu tak: nie byłem na tatuażu, nie miałem transfuzji, nie mam przygodnych kontaktów seksualnych, byłem jedynie u pana, a pan wkłuwał mi igły. Lekarz potwierdził, że to może być od tego, co pan robił. To prawdziwa historia. Usłyszałem ją kilka tygodni temu. Dotyczy jednak nie fizjoterapeuty, tylko mojego znajomego dentysty. Opowiedział mi on, jak przyszedł do niego pacjent i oznajmił, że ma WZW C. Stwierdził, że jedyne źródło zakażenia, jakie mu do głowy przychodzi to gabinet mojego znajomego dentysty. Co zrobił mój znajomy dentysta? Nie chcąc się wdawać w niepotrzebne dyskusje i spory, czy to naprawdę u niego doszło do zakażenia, zamiast pokazywać wszystkie żelazne certyfikaty na autoklawy, niemal bez słowa wyjął z szuflady polisę OC, skserował ją na urządzeniu wielofunkcyjnym i wręczył ją pacjentowi. Firma ubezpieczeniowa zajmie się wszystkim. Co w takiej sytuacji zrobić może fizjoterapeuta? Większość z nas ma aktualną polisę OC. Ile warta będzie nasza polisa w takiej sytuacji, przekonamy się bardzo szybko, gdy dostaniemy informację z firmy ubezpieczeniowej, że roszczenie pacjenta nie zostanie przez nich uwzględnione, bo polisa obejmuje jedynie procedury fizjoterapeutyczne, a wkłuwanie igieł do nich nie należy. Pomyślcie, ile domagalibyście się zadośćuczynienia finansowego za zarażenie Was wirusowym zapaleniem wątroby typu C, które trwale uszkodzi Wam ten organ i które w sporym procencie kończy się śmiercią z powodu raka wątroby albo jej przeszczepem? Trzysta tysięcy złotych? Nie sądzę. Pięćset tysięcy? Ja domagałbym się miliona złotych. Zatrudniłbym w tym celu specjalną firmę, która wyegzekwuje na drodze sądowej moje odszkodowanie. Szczerze mówiąc, guzik będzie nas interesowało, skąd obwiniony weźmie te pieniądze. Czy sprzeda dom, samochody, zapożyczy się, czy odsprzeda Chińczykom nerkę. Dokładnie tak samo zrobi nasz pacjent. Dlaczegóż miałby tego nie zrobić? Dlatego, że jesteśmy “fajni”?

Tomasz Borowski

Redaktor naczelny

O PORTALU