22 września 2013   Badanie na kontrolnej grupie półgłówków    Tomasz Borowski     Myjąc    ostatnio    zęby    pewną    niemiecką    pastą,    zainteresował    mnie    napis    na    opakowaniu. W     jego     zrozumieniu     nie     przeszkadzała     zupełnie     moja     nieznajomość     języka     Goethego; po   niemiecku   znam   jedynie   około   dziesięciu   słów   (w   tym:   volkswagen,   schwindel,   raus,   schnaps i   kaput).   Na   opakowaniu   wielkimi   literami   napisano   -   w   moim   wolnym   tłumaczeniu   -   “72   godziny świeżości”   (w   moim   jeszcze   wolniejszym   tłumaczeniu:   “po   umyciu   zębów   tą   pastą   odczuwana świeżość   trwać   będzie   72   godziny”).   Zaintrygowała   mnie   ta   deklaracja   producenta.   Nie   mam bowiem    pojęcia,    gdzie    musiałbym    trzymać    swoje    zęby,    by    osiągnąć    taki    niezwykły    rezultat. Na pewno nie tam, gdzie ich obecna, naturalna lokalizacja.   Przypomina   mi   się   widziana   kiedyś   w   poczekalni   poradni   dermatologicznej   reklama   produktu o   nazwie   “Effaclar   K”.   Siedzę,   czekając   na   znajomych   i   mimowolnie   czytam,   że   ów   cud   przemysłu farmaceutycznego     zmniejsza     jakieś     tam     rozszerzenie     porów     skóry.     Reklama     wychwalała pod   niebiosa   (wielkimi   literami,   a   jakże!)   86%   skuteczność   tego   specyfiku.   W   ogóle   bym   tym   się nie    zainteresował    (nie    mam    pojęcia,    czy    dobrze    wyglądałbym    z    nieposzerzonymi    porami), gdyby   nie   uwaga   u   dołu   reklamy,   napisana   mikroskopijnym   druczkiem   (na   oko   czcionka   piątka): “Badanie   kliniczne   opublikowane   w   European   Journal   of   Dermatology,   przeprowadzone   w   grupie 12    kobiet”.    Ludzie!    Dwunastoosobowa    grupa    badana!    To    ci    dopiero    standardy    “badania klinicznego”!    Sam    periodyk    musi    być    nie    lada    brukowcem    branży    dermatologicznej,    skoro publikuje    tego    typu    błazeństwa.    Raz    jeszcze    powtórzę:    Dwunastoosobowa    grupa    badana! Producentowi    udało    się    jedynie    zebrać    dwanaście    kobiet    do    badania,    jak    wspaniale    znikają rozszerzone   pory?   Dwa   tysiące   lat   temu   pewien   Nazarejczyk   w   ciągu   jednego   dnia   zebrał   tyleż samo liczącą grupkę ochotników do porzucenia wszystkiego, co mieli.   Nic   jednak   nie   pobije   rekordu   liczebności   grupy   badanej,   dzięki   której   stwierdzono   ponad   sto   lat temu,    że    witamina    C    pomaga    w    leczeniu    stanów    grypopodobnych.    Badanie    i    wnioski przeprowadzono    na    grupie,    składającej    się...    z    badającego    i    badanego    w    jednej    osobie. Po   prostu   pewien   lekarz   (nie   pomnę   nazwiska),   który   sam   zachorował   na   grypę,   stwierdził, że   witamina   C   pomogła   w   walce   z   choróbskiem,   a   cały   świat   ochoczo   mu   uwierzył   na   słowo! Jeden     człowiek     ogłupił     wszystkich!     Żeby     było     tragikomiczniej,     dopiero     w     2005     roku przeprowadzono   pierwsze   kliniczne   badanie   na   temat   skuteczności   witaminy   C   w   leczeniu   stanów grypopodobnych   (na   grupie   6 tys.   chorych).   Okazało   się,   że   jej   wartość   lecznicza   jest   żadna. Mimo   że   od   tego   czasu   minęło   osiem   lat,   ciągle   sprzedaje   się   w   aptekach   różne   skorbolamidy i rutinoskorbiny.   Zastanawiam   się,   ilu   ludzi,   widzących   napisy   na   opakowaniach   past   do   zębów   czy   dezodorantów, które   zapewniają   o   ich   działaniu   przez   dwie   czy   trzy   doby,   wierzy   w   takie   wierutne   brednie? Sami   producenci   pewnie   ufają,   że   nikt   normalny   nie   bierze   serio   takich   głupich   obietnic.   Poza   tym producent   dobrze   wie,   że   nikt   z   klientów   nie   zwróci   się   do   niego   z   reklamacją,   gdyż   zawsze   można mu   odpowiedzieć:   “Niestety,   nasz   produkt   nie   może   przynieść   oczekiwanych   efektów   w   pana konkretnym   przypadku,   gdyż   śmierdzi   panu   z   ust   (albo   spod   pach)   ponadstandardowo”.   Któż chciałby     coś     takiego     usłyszeć?     Po     co     więc     umieszcza     się     te     wszystkie     zapewnienia bez   pokrycia   w   praktyce   i   rozumie,   na   różnych   produktach?   Może   to   jeden   wielki   eksperyment kliniczny   na   kilkumilionowej   grupie   w   celu   oszacowania   odsetka   półgłówków?   A   może   po   prostu najnormalniej w świecie, nabija się nas w butelkę...?
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO W POLSCE REKLAMA Strona ma charakter informacyjny i popularyzujący wiedzę z zakresu fizjoterapii. Redakcja Portalu nie bierze odpowiedzialności za skutki praktycznego wykorzystania treści zawartych na stronie. Portal Fizjopedia.pl nie bierze odpowiedzialności za treść reklam, umieszczonych na stronach portalu oraz za treści publikowane przez Czytelników na forach dyskusyjnych.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl.  Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem, środkami.     (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017     FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
Tomasz Borowski Redaktor Naczelny portalu Fizjopedia.pl
Komentarze
O Portalu
Ostatnie felietony
Wyższa matematyka, czyli historie      z Trójkąta Bermudzkiego
Ostatnie rozmowy
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
Redakcja Portalu nie bierze odpowiedzialności za skutki praktycznego wykorzystania treści zawartych na stronie. Portal Fizjopedia.pl nie bierze odpowiedzialności za treść reklam, umieszczonych na stronach portalu.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl.  Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem, środkami.     (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017 FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO
komentarze
o portalu
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
22 września 2013   Badanie na kontrolnej grupie półgłówków      Tomasz Borowski     Myjąc     ostatnio     zęby     pewną     niemiecką pastą,      zainteresował      mnie      napis      na opakowaniu.     W     jego     zrozumieniu     nie przeszkadzała   zupełnie   moja   nieznajomość języka     Goethego;     po     niemiecku     znam jedynie     około     dziesięciu     słów     (w     tym: volkswagen,      schwindel,      raus,      schnaps i    kaput).    Na    opakowaniu    wielkimi    literami napisano   -   w   moim   wolnym   tłumaczeniu   - “72    godziny    świeżości”    (w    moim    jeszcze wolniejszym      tłumaczeniu:      “po      umyciu zębów   tą   pastą   odczuwana   świeżość   trwać będzie   72   godziny”).   Zaintrygowała   mnie   ta deklaracja    producenta.    Nie    mam    bowiem pojęcia,    gdzie    musiałbym    trzymać    swoje zęby,   by   osiągnąć   taki   niezwykły   rezultat. Na    pewno    nie    tam,    gdzie    ich    obecna, naturalna lokalizacja.   Przypomina     mi     się     widziana     kiedyś     w poczekalni         poradni         dermatologicznej reklama    produktu    o    nazwie    “Effaclar    K”. Siedzę,       czekając       na       znajomych       i mimowolnie   czytam,   że   ów   cud   przemysłu farmaceutycznego     zmniejsza     jakieś     tam rozszerzenie       porów       skóry.       Reklama wychwalała   pod   niebiosa   (wielkimi   literami, a   jakże!)   86%   skuteczność   tego   specyfiku. W   ogóle   bym   tym   się   nie   zainteresował   (nie mam    pojęcia,    czy    dobrze    wyglądałbym    z nieposzerzonymi   porami),   gdyby   nie   uwaga u    dołu    reklamy,    napisana    mikroskopijnym druczkiem      (na      oko      czcionka      piątka): “Badanie       kliniczne       opublikowane       w European        Journal        of        Dermatology, przeprowadzone     w     grupie     12     kobiet”. Ludzie!    Dwunastoosobowa    grupa    badana! To       ci       dopiero       standardy       “badania klinicznego”!    Sam    periodyk    musi    być    nie lada    brukowcem    branży    dermatologicznej, skoro     publikuje     tego     typu     błazeństwa. Raz   jeszcze   powtórzę:   Dwunastoosobowa grupa     badana!     Producentowi     udało     się jedynie      zebrać      dwanaście      kobiet      do badania,   jak   wspaniale   znikają   rozszerzone pory?     Dwa     tysiące     lat     temu     pewien Nazarejczyk    w    ciągu    jednego    dnia    zebrał tyleż    samo    liczącą    grupkę    ochotników    do porzucenia wszystkiego, co mieli.   Nic    jednak    nie    pobije    rekordu    liczebności grupy    badanej,    dzięki    której    stwierdzono ponad   sto   lat   temu,   że   witamina   C   pomaga w       leczeniu       stanów       grypopodobnych. Badanie     i     wnioski     przeprowadzono     na grupie,    składającej    się...    z    badającego    i badanego            w            jednej            osobie. Po     prostu     pewien     lekarz     (nie     pomnę nazwiska),   który   sam   zachorował   na   grypę, stwierdził,   że   witamina   C   pomogła   w   walce z    choróbskiem,    a    cały    świat    ochoczo    mu uwierzył   na   słowo!   Jeden   człowiek   ogłupił wszystkich!      Żeby      było      tragikomiczniej, dopiero     w     2005     roku     przeprowadzono pierwsze      kliniczne      badanie      na      temat skuteczności   witaminy   C   w   leczeniu   stanów grypopodobnych   (na   grupie   6 tys.   chorych). Okazało   się,   że   jej   wartość   lecznicza   jest żadna.    Mimo    że    od    tego    czasu    minęło osiem   lat,   ciągle   sprzedaje   się   w   aptekach różne skorbolamidy i rutinoskorbiny.   Zastanawiam     się,     ilu     ludzi,     widzących napisy   na   opakowaniach   past   do   zębów   czy dezodorantów,     które     zapewniają     o     ich działaniu   przez   dwie   czy   trzy   doby,   wierzy   w takie    wierutne    brednie?    Sami    producenci pewnie   ufają,   że   nikt   normalny   nie   bierze serio    takich    głupich    obietnic.    Poza    tym producent   dobrze   wie,   że   nikt   z   klientów   nie zwróci    się    do    niego    z    reklamacją,    gdyż zawsze   można   mu   odpowiedzieć:   “Niestety, nasz       produkt       nie       może       przynieść oczekiwanych   efektów   w   pana   konkretnym przypadku,   gdyż   śmierdzi   panu   z   ust   (albo spod      pach)      ponadstandardowo”.      Któż chciałby   coś   takiego   usłyszeć?   Po   co   więc umieszcza    się    te    wszystkie    zapewnienia bez    pokrycia    w    praktyce    i    rozumie,    na różnych   produktach?   Może   to   jeden   wielki eksperyment    kliniczny    na    kilkumilionowej grupie      w      celu      oszacowania      odsetka półgłówków?        A        może        po        prostu najnormalniej   w   świecie,   nabija   się   nas   w butelkę...?
Tomasz Borowski Redaktor Naczelny portalu Fizjopedia.pl