24 czerwca 2013   Wylewki z miksokreta albo medyczna al-dżazira    Tomasz Borowski   Zostawiłem   kilka   dni   temu   samochód   u   mechanika.   Kompletnie   zajechane   klocki,   szczęki,   tarcze, obręcze   i   co   tam   tylko   w   samochodzie   służy   do   hamowania.   Poza   tym   stan   -   jak   na   przemierzane tygodniowo   kilometry   -   zadziwiająco   niezły.   Przynajmniej   w   moich   oczach   (choć   autorytatywnie tego    stwierdzić    nie    mogę,    bo    biomechanika    pacjentowa    różni    się    od    mechaniki    pojazdowej w stopniu znacznym). Ponieważ   miałem   jakieś   dwie   godziny   do   odbioru   naprawionego   samochodu,   postanowiłem   ten czas   spożytkować   na   zwiedzanie   okolicy.   Już   po   chwili   mój   wzrok   przykuła   sporej   wielkości   tablica reklamowa      z      napisem      “WYLEWKI      Z      MIKSOKRETA.      NAJTANIEJ      I      NAJSOLIDNIEJ”. Zdębiałem    kompletnie!    Gdybym    był    na    Litwie,    Chorwacji    albo    przynajmniej    w    Czechach zrozumiałbym   łacno,   że   niczego   nie   rozumiem.   Ale   mimo   że   ktoś   napisał   to   coś   o   wylewkach z    miksokreta    po    polsku,    ja    niewiele    z    tego    wywnioskowałem.    Wyobraźnia    podpowiadała najprzedziwniejsze,   mrożące   krew   w   żyłach   obrazy   bogu   ducha   winnego   zwierzątka,   znanego z   radosnego   kopcowania   w   ogrodach,   które   na   użytek   jakichś   wylewek,   zostało   z   czymś   tam zmiksowane.   “Grindhouse:   Planet   Terrror”   Quentina   Tarantino   przy   czymś   takim   byłby   hitem TV Romantica.   Ostatni   raz   takie   przerażenie   treściami   słowa   pisanego   widziałem   dwa   tygodnie   temu,   gdy   przyszła do    mnie    pięćdziesięcioletnia    pacjentka    z    opisem    zdjęcia    rentgenowskiego    jej    kręgosłupa. Opis   zajmował   całą   stronę   A4.   Ponieważ   pacjentka   uskarżała   się   na   bóle   kręgosłupa   lędźwiowego, za   niezwykle   istotne   uznano   poinformowanie   jej   o   występującej   u   niej   między   innymi:   “skoliozie w   odcinku   piersiowym   i   lędźwiowym   o   kątach   Cobba   13 stopni   z   torsją   kręgów   z   loco   integrale L1/L2”,   “umiarkowanej   dehydratyzacji   tarcz   międzykręgowych   wraz   ze   współistniejącymi   guzkami Schmorla       ( morbus       Scheuermanni? )”       oraz       o       “kącie       promontorium       45       stopni i   zaawansowanej   lumbalizacji   kręgu   L5”   (ja   wiem,   że   to   ostatnie   brzmi   jak   “masło   maślane”   albo “wolna wola”, ale tak właśnie głupio napisano).   Nie    dość,    że    postraszono    kobietę    bez    sensu,    to    jeszcze    uczyniono    to    językiem    kompletnie niezrozumiałym   dla   kogoś,   kto   ma   pecha   mieć   wykształcenie   inne   od   medycznego.   Pacjentka   za   to badanie   (i   opis)   zapłaciła   z   własnej   kieszeni   (bo   “trzeba   pilnie   zrobić   rentgen,   byśmy   wiedzieli, co   się   u   pani   dzieje”).   Zamiast   rzeczowej   i   rzetelnej   informacji   o   stanie   zdrowia   -   audycja   telewizji Al-Jazeera w oryginale.   Jest   w   tym   jakiś   rodzaj   naszej   arogancji   wobec   pacjentów.   Po   to przecież   stosuje   się   dziś   łacińskie   rozpoznania   -   by   byle   kmiot   nie “pokumał” o co chodzi.   Wróciłem   do   mechanika   po   samochód.   Pan   Piotr   wyjaśnił   mi   cierpliwie,   co   się   w   samochodzie stało,   co   naprawił,   pokazał   zużyte   części   i   z   pasją   zademonstrował   mechanizm   samoczynnego regulowania   się   docisku   szczęk   w   tylnym   kole.   Wszystko   jasne.   Nie   machnął   ręką   z   przekonaniem, że   jestem   za   głupi,   by   to   zrozumieć;   podobnie   jak   pojąć,   do   czego   służy   bendiks   albo   zemering. Może   dlatego,   że   pan   Piotr      zajmuje   się   leczeniem   samochodów,   a   nie   ludzi?   Może   też   dobrze   wie, że   gdyby   tłumaczył   swoim   klientom   tak,   jak   większość   medyków,   nikt   by   nie   korzystał   z   jego usług? PS:   “Miksokreta”   można   bez   problemu   wyguglować.   W   znacznie   gorszej   sytuacji   są   ci   wszyscy, którzy szukają w internecie rad, jak pozbyć się “zaawansowanej lumbalizacji kręgu L5”.
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO W POLSCE REKLAMA Strona ma charakter informacyjny i popularyzujący wiedzę z zakresu fizjoterapii. Redakcja Portalu nie bierze odpowiedzialności za skutki praktycznego wykorzystania treści zawartych na stronie. Portal Fizjopedia.pl nie bierze odpowiedzialności za treść reklam, umieszczonych na stronach portalu oraz za treści publikowane przez Czytelników na forach dyskusyjnych.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl.  Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem, środkami.     (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017     FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
Tomasz Borowski Redaktor Naczelny portalu Fizjopedia.pl
Komentarze
O Portalu
Ostatnie felietony
Wyższa matematyka, czyli historie      z Trójkąta Bermudzkiego
Ostatnie rozmowy
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
Redakcja Portalu nie bierze odpowiedzialności za skutki praktycznego wykorzystania treści zawartych na stronie. Portal Fizjopedia.pl nie bierze odpowiedzialności za treść reklam, umieszczonych na stronach portalu.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl.  Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem, środkami.     (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017 FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO
komentarze
o portalu
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
24 czerwca 2013   Wylewki z miksokreta albo medyczna al-dżazira      Tomasz Borowski   Zostawiłem    kilka    dni    temu    samochód    u mechanika.    Kompletnie    zajechane    klocki, szczęki,   tarcze,   obręcze   i   co   tam   tylko   w samochodzie    służy    do    hamowania.    Poza tym   stan   -   jak   na   przemierzane   tygodniowo kilometry          -          zadziwiająco          niezły. Przynajmniej      w      moich      oczach      (choć autorytatywnie   tego   stwierdzić   nie   mogę,   bo biomechanika     pacjentowa     różni     się     od mechaniki         pojazdowej         w         stopniu znacznym). Ponieważ   miałem   jakieś   dwie   godziny   do odbioru         naprawionego         samochodu, postanowiłem    ten    czas    spożytkować    na zwiedzanie   okolicy.   Już   po   chwili   mój   wzrok przykuła   sporej   wielkości   tablica   reklamowa z    napisem    “WYLEWKI    Z    MIKSOKRETA. NAJTANIEJ   I   NAJSOLIDNIEJ”.   Zdębiałem kompletnie!      Gdybym      był      na      Litwie, Chorwacji    albo    przynajmniej    w    Czechach zrozumiałbym      łacno,      że      niczego      nie rozumiem.   Ale   mimo   że   ktoś   napisał   to   coś o    wylewkach    z    miksokreta    po    polsku,    ja niewiele        z        tego        wywnioskowałem. Wyobraźnia                               podpowiadała najprzedziwniejsze,   mrożące   krew   w   żyłach obrazy    bogu    ducha    winnego    zwierzątka, znanego     z     radosnego     kopcowania     w ogrodach,   które   na   użytek   jakichś   wylewek, zostało      z      czymś      tam      zmiksowane. “Grindhouse:      Planet      Terrror”      Quentina Tarantino    przy    czymś    takim    byłby    hitem TV Romantica.   Ostatni     raz     takie     przerażenie     treściami słowa    pisanego    widziałem    dwa    tygodnie temu,         gdy         przyszła         do         mnie pięćdziesięcioletnia     pacjentka     z     opisem zdjęcia     rentgenowskiego     jej     kręgosłupa. Opis    zajmował    całą    stronę   A4.    Ponieważ pacjentka   uskarżała   się   na   bóle   kręgosłupa lędźwiowego,   za   niezwykle   istotne   uznano poinformowanie    jej    o    występującej    u    niej między      innymi:      “skoliozie      w      odcinku piersiowym   i   lędźwiowym   o   kątach   Cobba 13 stopni   z   torsją   kręgów   z   loco   integrale L1/L2”,   “umiarkowanej   dehydratyzacji   tarcz międzykręgowych                 wraz                 ze współistniejącymi        guzkami        Schmorla ( morbus    Scheuermanni? )”    oraz    o    “kącie promontorium   45   stopni   i   zaawansowanej lumbalizacji    kręgu    L5”    (ja    wiem,    że    to ostatnie    brzmi    jak    “masło    maślane”    albo “wolna     wola”,     ale     tak     właśnie     głupio napisano).   Nie     dość,     że     postraszono     kobietę     bez sensu,    to    jeszcze    uczyniono    to    językiem kompletnie   niezrozumiałym   dla   kogoś,   kto ma    pecha    mieć    wykształcenie    inne    od medycznego.    Pacjentka    za    to    badanie    (i opis)     zapłaciła     z     własnej     kieszeni     (bo “trzeba      pilnie      zrobić      rentgen,      byśmy wiedzieli,    co    się    u    pani    dzieje”).    Zamiast rzeczowej    i    rzetelnej    informacji    o    stanie zdrowia    -    audycja    telewizji    Al-Jazeera    w oryginale.   Jest    w    tym    jakiś    rodzaj    naszej    arogancji wobec    pacjentów.    Po    to    przecież    stosuje się    dziś    łacińskie    rozpoznania    -    by    byle kmiot nie “pokumał” o co chodzi.   Wróciłem   do   mechanika   po   samochód.   Pan Piotr     wyjaśnił     mi     cierpliwie,     co     się     w samochodzie    stało,    co    naprawił,    pokazał zużyte    części    i    z    pasją    zademonstrował mechanizm   samoczynnego   regulowania   się docisku    szczęk    w    tylnym    kole.    Wszystko jasne.   Nie   machnął   ręką   z   przekonaniem, że     jestem     za     głupi,     by     to     zrozumieć; podobnie   jak   pojąć,   do   czego   służy   bendiks albo   zemering.   Może   dlatego,   że   pan   Piotr     zajmuje   się   leczeniem   samochodów,   a   nie ludzi?    Może    też    dobrze    wie,    że    gdyby tłumaczył       swoim       klientom       tak,       jak większość   medyków,   nikt   by   nie   korzystał   z jego usług? PS:     “Miksokreta”     można     bez     problemu wyguglować.    W    znacznie    gorszej    sytuacji są   ci   wszyscy,   którzy   szukają   w   internecie rad,      jak      pozbyć      się      “zaawansowanej lumbalizacji kręgu L5”.
Tomasz Borowski Redaktor Naczelny portalu Fizjopedia.pl