10 lutego 2013   Przykład nauczycieli albo zrzeszajmy się!    Tomasz Borowski Z   powodu   niejako   rodzinnych   uwarunkowań,   przewija   się   ostatnio   w   moich   rozmowach   coraz częściej   temat   możliwej   utraty   pracy   przez   nauczycieli.   Co   ciekawe,   dotyczy   to   rożnych   typów szkół    z    różnych,    odległych    od    siebie    miejscowości    (od    podstawówki    w    popegeerowskiej    wsi do   liceum   z   tradycjami   w   dużym,   dawnym   wojewódzkim   mieście).   Nauczyciele   boją   się   o   swoją pracę!   Rzecz   nie   do   pomyślenia   jeszcze   kilka   lat   temu.   Nauczyciel   był   dotychczas   zawodem “nie do ruszenia”. Trzeba było podpalić własną szkołę, by stracić w niej pracę.   Wszystkiemu     winien     niż     demograficzny,     który     już     na     dobre     się     u     nas     zagościł. Piszę   o   nauczycielach   nie   tyle   z   powodów   osobistych,   ale   niejako   ku   przestrodze.   Nauczyciele jawią   nam   się   wszystkim   jako   grupa   zawodowa,   która   z   założenia   jest   kwiatem   inteligencji. Cóż   więc   robią   najczęściej   nauczyciele,   by   uchronić   się   przed   utratą   pracy?   W   większości   siedzą z   założonymi   rękoma,   narzekają   w   plotkarskich   grupach   wsparcia   po   kawiarniach   i   czekają   na   to, aż   “kto   coś   zrobi”,   “bo   przecież   to   nie   może   być   prawda”.   Ot,   cała,   misternie   utkana   strategia. Jakby   wszyscy   stracili   najpierwotniejszy   instynkt   samozachowawczy,   nakazujący   bronić   swego terytorium, gdy ktoś próbuje go odebrać.   Niewielu   osobom   przyjdzie   do   głowy,   by   na   przykład   wstąpić   do   Związku   Nauczycielstwa   Polskiego -   organizacji,   która   działa   prężnie,   a   jej   szef   robi   wszystko,   co   tylko   się   da   dla   swojej   grupy zawodowej.    Co    ciekawe,    by    zwolnić    nauczyciela,    który    jest    członkiem    związku    zawodowego, trzeba   taka   decyzję   konsultować   ze   związkiem.   Łatwiej   więc   zwolnić   kogoś,   kto   członkiem   związku nie    jest.    Rozumieli    to    już    dziewiętnastowieczni    robotnicy    fabryczni,    którzy    byli    w    połowie analfabetami.   Pytanie:   dlaczego   więc   nauczyciele   nie   zapisują   się   masowo   do   swoich   związków? Problem    może    leży    w    tym,    że    zapisanie    się    zajmuje    całe,    wyjęte    z    życia    dwa    kwadranse: trzeba   ściągnąć   deklarację,   wypełnić   ją   i   przejść   się   na   pocztę,   by   ją   wysłać.   Lipa,   bo   deszcz   pada i   zimno.   Co   gorsze,   trzeba   potem   płacić   comiesięczne   składki   w   wysokości   czterech   ciastek z      kremem.      Jakby      te      ciastka      co      miesiąc      dawano,      to      pewnie      jakaś      motywacja by i była. Dlaczego   piszę   o   nauczycielach?   Bo   gdy   obserwuję   naszą   grupę   zawodową,   mam   bardzo   podobne refleksje.   Mamy   przynajmniej   dwa   świetnie   działające   stowarzyszenia.   Nieistotne,   które   lepsze i   które   działa   sprawniej.   Jest   to   różnie   w   różnych   częściach   kraju.   Obie   te   organizacje   mają   jeden wspólny    cel:    dbać    o    interesy    swoich    członków,    dbać    o    ich    rozwój    zawodowy    i    pomagać w   sytuacjach,   gdzie   potrzebne   są   konsultacje   prawne   na   przykład   w   sporach   z   pracodawcą. W każdym razie nie jesteś sam (sama)!   Widzę   coraz   więcej   moich   Koleżanek   i   Kolegów   po   fachu,   zniechęconych   sytuacją   na   rynku   pracy i   brakiem   perspektyw.   Ale   poza   narzekaniem   niewiele   robią!   Na   pytanie:   czy   należysz   do   PTF albo do FP wciąż ta sama, niezmienna odpowiedź: “A co to mi da”?   Ano,   daje   wiele!   Jeśli   pracujesz   w   szpitalu,   przychodni   czy   w   innym   ośrodku,   naprawdę   wolisz nie   mieć   żadnego   wpływu   na   to,   co   się   z   Tobą   stanie?   Naprawdę   wolisz   być   jak   ów   przysłowiowy baran   prowadzony   na   rzeź?   Jeśli   nie,   to   cóż   więc   powstrzymuje   Cię   do   wstąpienia   do   jednego z naszych fizjoterapeutycznych stowarzyszeń?    Zrzeszaj się. Bądź gdzieś, zanim inni będą mieli Cię gdzieś!
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO W POLSCE REKLAMA Strona ma charakter informacyjny i popularyzujący wiedzę z zakresu fizjoterapii. Redakcja Portalu nie bierze odpowiedzialności za skutki praktycznego wykorzystania treści zawartych na stronie. Portal Fizjopedia.pl nie bierze odpowiedzialności za treść reklam, umieszczonych na stronach portalu oraz za treści publikowane przez Czytelników na forach dyskusyjnych.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl.  Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem, środkami.     (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017     FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
Tomasz Borowski Redaktor Naczelny portalu Fizjopedia.pl
Komentarze
O Portalu
Ostatnie felietony
Wyższa matematyka, czyli historie      z Trójkąta Bermudzkiego
Ostatnie rozmowy
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
Redakcja Portalu nie bierze odpowiedzialności za skutki praktycznego wykorzystania treści zawartych na stronie. Portal Fizjopedia.pl nie bierze odpowiedzialności za treść reklam, umieszczonych na stronach portalu.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl.  Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem, środkami.     (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017 FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO
komentarze
o portalu
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
10 lutego 2013 Przykład nauczycieli albo zrzeszajmy się!      Tomasz Borowski Z          powodu          niejako          rodzinnych uwarunkowań,     przewija     się     ostatnio     w moich    rozmowach    coraz    częściej    temat możliwej   utraty   pracy   przez   nauczycieli.   Co ciekawe,   dotyczy   to   rożnych   typów   szkół   z różnych,   odległych   od   siebie   miejscowości (od    podstawówki    w    popegeerowskiej    wsi do   liceum   z   tradycjami   w   dużym,   dawnym wojewódzkim    mieście).    Nauczyciele    boją się   o   swoją   pracę!   Rzecz   nie   do   pomyślenia jeszcze     kilka     lat     temu.     Nauczyciel     był dotychczas    zawodem    “nie    do    ruszenia”. Trzeba    było    podpalić    własną    szkołę,    by stracić w niej pracę.   Wszystkiemu     winien     niż     demograficzny, który    już    na    dobre    się    u    nas    zagościł. Piszę   o   nauczycielach   nie   tyle   z   powodów osobistych,     ale     niejako     ku     przestrodze. Nauczyciele   jawią   nam   się   wszystkim   jako grupa    zawodowa,    która    z    założenia    jest kwiatem      inteligencji.      Cóż      więc      robią najczęściej    nauczyciele,    by    uchronić    się przed    utratą    pracy?    W    większości    siedzą z      założonymi      rękoma,      narzekają      w plotkarskich        grupach        wsparcia        po kawiarniach    i    czekają    na    to,    aż    “kto    coś zrobi”,     “bo     przecież     to     nie     może     być prawda”.      Ot,      cała,      misternie      utkana strategia.         Jakby         wszyscy         stracili najpierwotniejszy                                instynkt samozachowawczy,       nakazujący       bronić swego    terytorium,    gdy    ktoś    próbuje    go odebrać.   Niewielu   osobom   przyjdzie   do   głowy,   by   na przykład           wstąpić           do           Związku Nauczycielstwa     Polskiego     -     organizacji, która     działa     prężnie,     a     jej     szef     robi wszystko,   co   tylko   się   da   dla   swojej   grupy zawodowej.      Co      ciekawe,      by      zwolnić nauczyciela,    który    jest    członkiem    związku zawodowego,        trzeba        taka        decyzję konsultować    ze    związkiem.    Łatwiej    więc zwolnić   kogoś,   kto   członkiem   związku   nie jest.   Rozumieli   to   już   dziewiętnastowieczni robotnicy    fabryczni,    którzy    byli    w    połowie analfabetami.      Pytanie:      dlaczego      więc nauczyciele    nie    zapisują    się    masowo    do swoich    związków?    Problem    może    leży    w tym,   że   zapisanie   się   zajmuje   całe,   wyjęte   z życia     dwa     kwadranse:     trzeba     ściągnąć deklarację,    wypełnić    ją    i    przejść    się    na pocztę,   by   ją   wysłać.   Lipa,   bo   deszcz   pada   i zimno.    Co    gorsze,    trzeba    potem    płacić comiesięczne   składki   w   wysokości   czterech ciastek    z    kremem.    Jakby    te    ciastka    co miesiąc       dawano,       to       pewnie       jakaś motywacja by i była. Dlaczego    piszę    o    nauczycielach?    Bo    gdy obserwuję    naszą    grupę    zawodową,    mam bardzo         podobne         refleksje.         Mamy przynajmniej      dwa      świetnie      działające stowarzyszenia.     Nieistotne,     które     lepsze i   które   działa   sprawniej.   Jest   to   różnie   w różnych       częściach       kraju.       Obie       te organizacje   mają   jeden   wspólny   cel:   dbać   o interesy   swoich   członków,   dbać   o   ich   rozwój zawodowy   i   pomagać   w   sytuacjach,   gdzie potrzebne      są      konsultacje      prawne      na przykład      w      sporach      z      pracodawcą. W każdym razie nie jesteś sam (sama)!   Widzę    coraz    więcej    moich    Koleżanek    i Kolegów   po   fachu,   zniechęconych   sytuacją na     rynku     pracy     i     brakiem     perspektyw. Ale    poza    narzekaniem    niewiele    robią!    Na pytanie:   czy   należysz   do   PTF   albo   do   FP wciąż    ta    sama,    niezmienna    odpowiedź: “A co to mi da”?   Ano,   daje   wiele!   Jeśli   pracujesz   w   szpitalu, przychodni   czy   w   innym   ośrodku,   naprawdę wolisz   nie   mieć   żadnego   wpływu   na   to,   co się   z   Tobą   stanie?   Naprawdę   wolisz   być   jak ów    przysłowiowy    baran    prowadzony    na rzeź?   Jeśli   nie,   to   cóż   więc   powstrzymuje Cię        do        wstąpienia        do        jednego z             naszych             fizjoterapeutycznych stowarzyszeń?    Zrzeszaj   się.   Bądź   gdzieś,   zanim   inni   będą mieli Cię gdzieś!
Tomasz Borowski Redaktor Naczelny portalu Fizjopedia.pl