27 stycznia 2013   Powiew wiosny albo dajmy młodym szansę    Piotr Szczotka Gdy   widzę   studentów   odkopujących   zasypane   śniegiem   samochody   lub   przydreptujących   z   zimna na    przystankach    w    oczekiwaniu    na    autobus,    po    cichu    powtarzających    materiał    na    egzamin, nachodzi   mnie   nieuchronnie   refleksja   o   naszym   systemie   kształcenia.   Już   dawno   edukacja   w   tym kraju    nie    jest    monolitem.    Nauka    zawodów    takich,    jak    fizjoterapeuta    czy    technik    masażu leczniczego    już    nie    odbywa    się    w    ramach    jednolitej    edukacji,    mającej    na    celu    nauczanie wykonywania zawodu stricte medycznego.   Paweł   -   młody   fizjoterapeuta,   w   wyniku   doświadczeń   rodzinnych   marzył,   aby   zostać   fizjoterapeutą. Dostał   się   na   studia   i   jednocześnie   pracował,   aby   się   utrzymać.   Nie   tyle   „zakuwał”,   co   skwapliwie pochłaniał   materiał.   Interesowała   go   zwłaszcza   ortopedia   i   neurologia.   Po   ukończeniu   studiów na    poziomie    licencjackim    z    niezłym    przygotowaniem    ruszył    do    potencjalnych    pracodawców, chodząc   od   drzwi   do   drzwi.   Najczęściej,   pomimo   udanego   wstępnego   kontaktu,   na   odchodne dowiadywał   się:   „No,   bo   wie   pan…   Gdyby   był   pan   dodatkowo   magistrem,   to   sytuacja   była   by zupełnie inna”.   Marek   ukończył   podstawowy   kurs   masażu   i   dorabiał   „po   domach”.   Ale   załapał   bakcyla   i   ukończył jedną   ze   szkół   policealnych   o   kierunku   masażu   leczniczego.   Chciał   bowiem   w   praktyce   zająć   się leczeniem.   Ale   z   pracy   w   szpitalu   czy   przychodni   nic   nie   wyszło,   bo   w   jego   regionie   z   etatami krucho. Dowiedział się jednak, iż studia fizjoterapeutyczne bardzo by pomogły.   Minęło   trochę   czasu   i   obaj   panowie   nieco   dorośli,   nabrali   w   samodzielnej   praktyce   szlifów   i   udali się   do   pracodawców   kolejny   raz.   Efekt   był   tak   równie   marny   jak   poprzednio.   Długo   chodzili, aż   w   końcu   otrzymali   pierwsze   etaty   -   jak   to   się   obecnie   mówi   -   na   śmieciowych   umowach. A ich wymarzona praca przypominała bardziej pracę w hurtowni niż pomaganie bliźniemu.   W   czasie,   kiedy   powoli   zbliża   się   niż   demograficzny,   uczelnie   kusić   będą   coraz   bardziej   możliwością zrobienia    dodatkowych    kursów,    studiów    II    stopnia    czy    podyplomowych.    Jednakże    może    się okazać,   iż   dla   tych   właśnie   ambitniejszych   studentów   podstawowym   wyznacznikiem   będą   opinie o    faktycznej    realizacji    programu    nauki.    Nie    będą    liczyć    się    obiecywane    dodatki    serwowane po    ukończeniu    podstawowego    toku    nauki,    ale    konkretne    praktyczne    “bonusy”    już    w    trakcie I    stopnia    studiów.    Czy    muszą    być    dodatkowo    opłacane    w    ramach    czesnego?    Nie    sądzę. Jestem   pewien,   że   niejeden   student,   zamiast   niewielkiej   obniżki   czesnego,   wolałby   zapewne   ofertę ciekawego, specjalistycznego kursu.   Podobnie    jak    student    fizjoterapii,    słuchacz    studium    masażu,    z    chęcią    rozszerzyłby    program edukacji    o    tematy    niezwiązane    stricte    z    masażem    leczniczym.    Zaangażowanie    w    dodatkową działalność   na   sympozjach,   konferencjach,   targach   mogłoby   się   zwrócić   w   postaci   dodatkowych, premiowanych    przez    szkołę,    kursów.    Tyle,    że    uczelnie    najczęściej    ograniczają    się    jedynie do   edukacji.   Tych   organizujących   spotkania,   targi,   sympozja   jest   bardzo   niewiele.   A   i   niewiele   jest też    możliwości,    by    wykład    czy    prezentację    przeprowadził    przyszły    praktyk,    będący    jeszcze studentem.   Gdzie    leży    problem?    Możliwe,    że    w    stawianiu    organizatorów    naszych    konferencji    na    ilość uczestników, a nie na obecność tych, którym zależy, by się rozwijać. Pamiętam   sytuację,   jak   po   wykładzie   młodej   adeptki   kosmetologii, podeszła     do     niej     dystyngowana     pani,     która     uśmiechając     się, powiedziała:    “Bardzo    ciekawy    temat    pani    poruszyła.    Oto    moja wizytówka.    Gdyby    pani    po    dyplomie    szukała    pracy,    potrzebuję konsultantki”.   Dziewczyna    nieśmiało    obraca    wizytówkę.    Pochodzi    z    małej    miejscowości,    myślała,    że    tylko w   dużym   mieście   ma   szanse.   Pojawia   się   zakłopotanie,   potem   łzy   radości.   Uspokajając   się, dziękuje    i    dodaje:    “Wie    pani,    dziękuję    bardzo,    otwiera    mi    pani    drogę    na    świat”.    Po    kilku miesiącach    wyjeżdża    nad    morze    i    jest    jedyną    z    całej    rodziny,    która    ma    wymarzoną    pracę. Wcześniej    miała    szansę    jedynie    zostać    sekretarką    w    lokalnej    przetwórni.    Dumni    rodzice wraz z rodzeństwem składają się dodatkowo na pierwszy stół do masażu.   Paweł   i   Marek   też   już   pracują,   robiąc   to,   w   czym   się   spełniają.   Na   moje   pytanie,   jak   w   końcu otrzymali   sensowną   pracę   odpowiadają,   że   nietypowo.   Jeden   wraz   z   CV   dostarczał   kilkuminutowy film,   pokazujący   go   podczas   wykonywania   zabiegów.   Drugi   starał   się   przekazać   podczas   rozmowy wszelkie   atuty   i   doprowadzić   do   możliwości   przeprowadzenia   zabiegu   pod   okiem   pracodawcy. Paweł   zaskoczył   jeszcze   czymś.   W   pierwszej   kolejności   nie   udzielał   informacji,   że   ukończył   studia II   stopnia.   Na   pytanie   dlaczego,   odpowiedział:   “Kilka   lat   temu   pytanie   o   to,   czy   jestem   także magistrem   wydawało   mi   się   oczywiste,   ale   zrozumiałem,   że   nie   zawsze   ma   sens   o   tym   mówić. Jak    trafisz    do    małej    miejscowości,    szukasz    pracy    i    jesteś    ambitny,    może    się    okazać, iż ten dodatkowy dyplom będzie minusem w obawie o silną konkurencję”.   Oczywiście,    nie    wszystkie    historie    szukania    pracy    wyglądają    tak    dramatycznie.    Faktem    jest, iż    piętrzą    się    stosy    podań    o    pracę.    Pisane    są    one    prawie    wszystkie    dosyć    jednolicie. Czytam     czasem     niektóre.     Prawdę     mówiąc,     z     treści     rzadko     wynika     coś     zaskakującego, nietypowego. Szanse mają jednak ci zaangażowani i nieprzeciętni.   Pozostaje   pytanie,   na   ile   uczelnie,   szkoły   kierują   się   faktycznymi   informacjami   zwrotnymi   z   rynku pracy   lub   też   mają   odzew,   z   jakich   najczęściej   zabiegów   i   usług   korzystają   potencjalni   pacjenci   czy klienci?   Jak   to   ktoś   świetnie   określił:   “Dla   młodych   adeptów   konkurencja   po   prostu   puchnie”. Trudno    określić    czy    jest    to    konkurencja    jakościowa,    ale    na    pewno    ilościowa,    to    nie    ulega wątpliwości.   Podobnie   nie   ulega   najmniejszej   wątpliwości,   iż   niedługo   uznaniem   i   zainteresowaniem   będą cieszyć   się   jedynie   te   uczelnie   i   szkoły,   których   absolwenci   najczęściej   otrzymują   pracę   i   w stanie się z niej utrzymać.
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO W POLSCE REKLAMA Strona ma charakter informacyjny i popularyzujący wiedzę z zakresu fizjoterapii. Redakcja Portalu nie bierze odpowiedzialności za skutki praktycznego wykorzystania treści zawartych na stronie. Portal Fizjopedia.pl nie bierze odpowiedzialności za treść reklam, umieszczonych na stronach portalu oraz za treści publikowane przez Czytelników na forach dyskusyjnych.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl.  Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem, środkami.     (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017     FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
Piotr Szczotka goscinnie dla portalu Fizjopedia.pl
Komentarze
O Portalu
Ostatnie felietony
Wyższa matematyka, czyli historie      z Trójkąta Bermudzkiego
Ostatnie rozmowy
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
Redakcja Portalu nie bierze odpowiedzialności za skutki praktycznego wykorzystania treści zawartych na stronie. Portal Fizjopedia.pl nie bierze odpowiedzialności za treść reklam, umieszczonych na stronach portalu.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl.  Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem, środkami.     (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017 FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO
komentarze
o portalu
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
27 stycznia 2013   Powiew wiosny albo dajmy młodym szansę      Piotr Szczotka Gdy       widzę       studentów       odkopujących zasypane       śniegiem       samochody       lub przydreptujących   z   zimna   na   przystankach w     oczekiwaniu     na     autobus,     po     cichu powtarzających      materiał      na      egzamin, nachodzi     mnie     nieuchronnie     refleksja     o naszym    systemie    kształcenia.    Już    dawno edukacja   w   tym   kraju   nie   jest   monolitem. Nauka    zawodów    takich,    jak    fizjoterapeuta czy    technik    masażu    leczniczego    już    nie odbywa    się    w    ramach    jednolitej    edukacji, mającej    na    celu    nauczanie    wykonywania zawodu stricte medycznego.   Paweł    -    młody    fizjoterapeuta,    w    wyniku doświadczeń   rodzinnych   marzył,   aby   zostać fizjoterapeutą.     Dostał     się     na     studia     i jednocześnie   pracował,   aby   się   utrzymać. Nie   tyle   „zakuwał”,   co   skwapliwie   pochłaniał materiał.       Interesowała       go       zwłaszcza ortopedia     i     neurologia.     Po     ukończeniu studiów   na   poziomie   licencjackim   z   niezłym przygotowaniem    ruszył    do    potencjalnych pracodawców,   chodząc   od   drzwi   do   drzwi. Najczęściej,    pomimo    udanego    wstępnego kontaktu,    na    odchodne    dowiadywał    się: „No,     bo     wie     pan…     Gdyby     był     pan dodatkowo   magistrem,   to   sytuacja   była   by zupełnie inna”.   Marek   ukończył   podstawowy   kurs   masażu   i dorabiał   „po   domach”.   Ale   załapał   bakcyla   i ukończył    jedną    ze    szkół    policealnych    o kierunku      masażu      leczniczego.      Chciał bowiem   w   praktyce   zająć   się   leczeniem. Ale z   pracy   w   szpitalu   czy   przychodni   nic   nie wyszło,     bo     w     jego     regionie     z     etatami krucho.    Dowiedział    się    jednak,    iż    studia fizjoterapeutyczne bardzo by pomogły.   Minęło   trochę   czasu   i   obaj   panowie   nieco dorośli,    nabrali    w    samodzielnej    praktyce szlifów   i   udali   się   do   pracodawców   kolejny raz.     Efekt     był     tak     równie     marny     jak poprzednio.    Długo    chodzili,    aż    w    końcu otrzymali   pierwsze   etaty   -   jak   to   się   obecnie mówi      -      na      śmieciowych      umowach. A     ich     wymarzona     praca     przypominała bardziej    pracę    w    hurtowni    niż    pomaganie bliźniemu.   W     czasie,     kiedy     powoli     zbliża     się     niż demograficzny,   uczelnie   kusić   będą   coraz bardziej             możliwością             zrobienia dodatkowych   kursów,   studiów   II   stopnia   czy podyplomowych.      Jednakże      może      się okazać,   iż   dla   tych   właśnie   ambitniejszych studentów     podstawowym     wyznacznikiem będą   opinie   o   faktycznej   realizacji   programu nauki.    Nie    będą    liczyć    się    obiecywane dodatki        serwowane        po        ukończeniu podstawowego    toku    nauki,    ale    konkretne praktyczne       “bonusy”       już       w       trakcie I      stopnia      studiów.      Czy      muszą      być dodatkowo   opłacane   w   ramach   czesnego? Nie    sądzę.    Jestem    pewien,    że    niejeden student,       zamiast       niewielkiej       obniżki czesnego,        wolałby        zapewne        ofertę ciekawego, specjalistycznego kursu.   Podobnie   jak   student   fizjoterapii,   słuchacz studium    masażu,    z    chęcią    rozszerzyłby program    edukacji    o    tematy    niezwiązane stricte          z          masażem          leczniczym. Zaangażowanie    w    dodatkową    działalność na     sympozjach,     konferencjach,     targach mogłoby        się        zwrócić        w        postaci dodatkowych,   premiowanych   przez   szkołę, kursów.     Tyle,     że     uczelnie     najczęściej ograniczają    się    jedynie    do    edukacji.   Tych organizujących    spotkania,    targi,    sympozja jest   bardzo   niewiele.   A   i   niewiele   jest   też możliwości,     by     wykład     czy     prezentację przeprowadził     przyszły     praktyk,     będący jeszcze studentem.   Gdzie     leży     problem?     Możliwe,     że     w stawianiu           organizatorów           naszych konferencji   na   ilość   uczestników,   a   nie   na obecność     tych,     którym     zależy,     by     się rozwijać. Pamiętam   sytuację,   jak   po   wykładzie   młodej adeptki     kosmetologii,     podeszła     do     niej dystyngowana   pani,   która   uśmiechając   się, powiedziała:    “Bardzo    ciekawy    temat    pani poruszyła.   Oto   moja   wizytówka.   Gdyby   pani po     dyplomie     szukała     pracy,     potrzebuję konsultantki”.   Dziewczyna    nieśmiało    obraca    wizytówkę. Pochodzi   z   małej   miejscowości,   myślała,   że tylko   w   dużym   mieście   ma   szanse.   Pojawia się      zakłopotanie,      potem      łzy      radości. Uspokajając    się,    dziękuje    i    dodaje:    “Wie pani,     dziękuję     bardzo,     otwiera     mi     pani drogę     na     świat”.     Po     kilku     miesiącach wyjeżdża   nad   morze   i   jest   jedyną   z   całej rodziny,      która      ma      wymarzoną      pracę. Wcześniej     miała     szansę     jedynie     zostać sekretarką    w    lokalnej    przetwórni.    Dumni rodzice    wraz    z    rodzeństwem    składają    się dodatkowo na pierwszy stół do masażu.   Paweł   i   Marek   też   już   pracują,   robiąc   to,   w czym   się   spełniają.   Na   moje   pytanie,   jak   w końcu         otrzymali         sensowną         pracę odpowiadają,   że   nietypowo.   Jeden   wraz   z CV        dostarczał        kilkuminutowy        film, pokazujący      go      podczas      wykonywania zabiegów.     Drugi     starał     się     przekazać podczas       rozmowy       wszelkie       atuty       i doprowadzić                do                możliwości przeprowadzenia      zabiegu      pod      okiem pracodawcy.      Paweł      zaskoczył      jeszcze czymś.   W   pierwszej   kolejności   nie   udzielał informacji,   że   ukończył   studia   II   stopnia.   Na pytanie    dlaczego,    odpowiedział:    “Kilka    lat temu     pytanie     o     to,     czy     jestem     także magistrem   wydawało   mi   się   oczywiste,   ale zrozumiałem,   że   nie   zawsze   ma   sens   o   tym mówić.   Jak   trafisz   do   małej   miejscowości, szukasz   pracy   i   jesteś   ambitny,   może   się okazać,    iż    ten    dodatkowy    dyplom    będzie minusem w obawie o silną konkurencję”.   Oczywiście,   nie   wszystkie   historie   szukania pracy   wyglądają   tak   dramatycznie.   Faktem jest,    iż    piętrzą    się    stosy    podań    o    pracę. Pisane    są    one    prawie    wszystkie    dosyć jednolicie.       Czytam       czasem       niektóre. Prawdę   mówiąc,   z   treści   rzadko   wynika   coś zaskakującego,   nietypowego.   Szanse   mają jednak ci zaangażowani i nieprzeciętni.   Pozostaje    pytanie,    na    ile    uczelnie,    szkoły kierują       się       faktycznymi       informacjami zwrotnymi    z    rynku    pracy    lub    też    mają odzew,    z    jakich    najczęściej    zabiegów    i usług    korzystają    potencjalni    pacjenci    czy klienci?   Jak   to   ktoś   świetnie   określił:   “Dla młodych    adeptów    konkurencja    po    prostu puchnie”.     Trudno     określić     czy     jest     to konkurencja     jakościowa,     ale     na     pewno ilościowa, to nie ulega wątpliwości.   Podobnie         nie         ulega         najmniejszej wątpliwości,      iż      niedługo      uznaniem      i zainteresowaniem   będą   cieszyć   się   jedynie te    uczelnie    i    szkoły,    których    absolwenci najczęściej       otrzymują       pracę       i       w stanie się z niej utrzymać.
Piotr Szczotka