17 stycznia 2013   Elegia na Odejście    Tomasz Borowski W   jednym   z   naszych   portalowych   wywiadów   nasz   rozmówca   powiedział,   że   największych   chwil zwątpienia   w   pracy   fizjoterapeuty   dostarczają   nam   momenty,   w   których   przychodzi   nam   pożegnać się   z   pacjentem,   z   którym   się   zżyliśmy,   który   już   wychodził   na   prostą,   aż   tu   nagle   przychodzi koniec   i   nie   ma   już   niczego.   Dokładnie   pamiętamy   głos,   uśmiech,   niezliczone   tematy   naszych rozmów, po których pozostaje przeraźliwie zimna pustka.   Nie    ma    chyba    fizjoterapeuty,    który    nie    musiałby    pójść    do    gabinetu,    nie    musiałby    stanąć przy   kozetce   z   pacjentem   w   chwilach,   gdy   zawalił   mu   się   jego   osobisty   świat   i   wszystko,   co   w   nim było   i   jest   ważne.   Pamiętam   słowa   mojej   nauczycielki   kinezyterapii   w   studium   medycznym,   która mawiała,   że   problemy   osobiste   trzeba   zostawiać   za   drzwiami   gabinetu,   a   dopiero   po   pracy   do   nich wrócić. Może i tak. Może to i sposób. Może ktoś tak potrafi.   Napisano   tyle   książek,   tyle   artykułów   o   tym,   jak   zarządzać   sobą   w   czasie,   jak   zarządzać   stresem w   pracy   i   o   tym,   jak   najlepiej   zadbać   o   tzw.   rozwój   osobisty   (cokolwiek   znaczy   ta   pustosłowa nowomowa   różnej   maści   kołczów,   masterów   i   innych   nowoczesnych   guru).   Nie   napisał   chyba jednak   nikt,   jak   poradzić   sobie   z   bólem   duszy,   gdy   trzeba   dawać   siebie   innym.   Jak   zwyczajnie, po   ludzku   nie   rozkleić   się   przy   pacjencie,   gdy   pod   powiekami   rozlewa   się   morze   łez.   Bo   i   co   tu radzić...?   Pewien   mój   znajomy   dentysta   znalazł   się   ostatnio   na   życiowym   zakręcie.   W   poczekalni   jego gabinetu   zbierali   się   tłumnie   pacjenci   z   powodu   kilkugodzinnego   opóźnienia,   mimo   że   przyjmował w       pośpiechu       i       byle       jak.       Co       chwila       dokądś       wychodził,       gdzieś       dzwonił, na   końcu   wyszedł   całkiem   z   budynku.   Po   trzech   kwadransach   jego   asystentka   z   przepraszającą miną   oznajmiła   zebranym   pacjentom,   że   “pan   doktor   już   dziś   nie   wróci,   że   zatrzymały   go   ważne sprawy    i    kazał    przeprosić”.    Pacjenci    wychodzili    z    poczekalni,    nie    kryjąc    swego    oburzenia, komentując,   że   “to   skandal”.   Tak   “skończył   się”   pan   doktor.   Wystarczyło   kilka   tygodni   problemów, by   stracić   w   oczach   pacjentów   szacunek   i   poważanie,   na   które   pracuje   się   niejednokrotnie   całe życie.   Każdy   z   nas   jest   tylko   człowiekiem.   Każdy   z   nas   reaguje   jak   człowiek,   myśli   jak   człowiek,   kocha jak     człowiek     i     cierpi     jak     człowiek.     Nie     jesteśmy     inteligentnymi     modułami     sterującymi do diadynamików, laserów, ultradźwięków, wanien czy ugulów.   Stare,    chińskie    przysłowie    mówi:    “Jeśli    cierpisz    z    powodu    serca,    zajmij    myśli;    jeśli    cierpisz z   powodu   myśli   –   zajmij   ręce”.   Niestety,   specyfika   naszej   pracy   wymaga   od   nas   pracy   umysłu,   rąk i   serca   jednocześnie.   Dlatego   w   chwili   największego   zamętu   jest   nam   trudniej   niż   jakiemukolwiek dentyście.   Obyśmy   nigdy   wtedy   nie   przegrali.   Nie   “ścięli   się   jak   frytka   w   oleju   i   spalili   się   skrętem do szczętu”...
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO W POLSCE REKLAMA Strona ma charakter informacyjny i popularyzujący wiedzę z zakresu fizjoterapii. Redakcja Portalu nie bierze odpowiedzialności za skutki praktycznego wykorzystania treści zawartych na stronie. Portal Fizjopedia.pl nie bierze odpowiedzialności za treść reklam, umieszczonych na stronach portalu oraz za treści publikowane przez Czytelników na forach dyskusyjnych.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl.  Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem, środkami.     (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017     FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
Tomasz Borowski Redaktor Naczelny portalu Fizjopedia.pl
Komentarze
O Portalu
Ostatnie felietony
Wyższa matematyka, czyli historie      z Trójkąta Bermudzkiego
Ostatnie rozmowy
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
Redakcja Portalu nie bierze odpowiedzialności za skutki praktycznego wykorzystania treści zawartych na stronie. Portal Fizjopedia.pl nie bierze odpowiedzialności za treść reklam, umieszczonych na stronach portalu.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl.  Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem, środkami.     (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017 FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO
komentarze
o portalu
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
17 stycznia 2013   Elegia na Odejście      Tomasz Borowski W       jednym       z       naszych       portalowych wywiadów    nasz    rozmówca    powiedział,    że największych     chwil     zwątpienia     w     pracy fizjoterapeuty   dostarczają   nam   momenty,   w których    przychodzi    nam    pożegnać    się    z pacjentem,   z   którym   się   zżyliśmy,   który   już wychodził   na   prostą,   aż   tu   nagle   przychodzi koniec    i    nie    ma    już    niczego.    Dokładnie pamiętamy      głos,      uśmiech,      niezliczone tematy      naszych      rozmów,      po      których pozostaje przeraźliwie zimna pustka.   Nie     ma     chyba     fizjoterapeuty,     który     nie musiałby   pójść   do   gabinetu,   nie   musiałby stanąć     przy     kozetce     z     pacjentem     w chwilach,   gdy   zawalił   mu   się   jego   osobisty świat   i   wszystko,   co   w   nim   było   i   jest   ważne. Pamiętam       słowa       mojej       nauczycielki kinezyterapii   w   studium   medycznym,   która mawiała,     że     problemy     osobiste     trzeba zostawiać   za   drzwiami   gabinetu,   a   dopiero po   pracy   do   nich   wrócić.   Może   i   tak.   Może to i sposób. Może ktoś tak potrafi.   Napisano   tyle   książek,   tyle   artykułów   o   tym, jak   zarządzać   sobą   w   czasie,   jak   zarządzać stresem    w    pracy    i    o    tym,    jak    najlepiej zadbać    o    tzw.    rozwój    osobisty    (cokolwiek znaczy    ta    pustosłowa    nowomowa    różnej maści       kołczów,       masterów       i       innych nowoczesnych    guru).    Nie    napisał    chyba jednak    nikt,    jak    poradzić    sobie    z    bólem duszy,   gdy   trzeba   dawać   siebie   innym.   Jak zwyczajnie,   po   ludzku   nie   rozkleić   się   przy pacjencie,   gdy   pod   powiekami   rozlewa   się morze łez. Bo i co tu radzić...?   Pewien   mój   znajomy   dentysta   znalazł   się ostatnio         na         życiowym         zakręcie. W    poczekalni    jego    gabinetu    zbierali    się tłumnie   pacjenci   z   powodu   kilkugodzinnego opóźnienia,      mimo      że      przyjmował      w pośpiechu    i    byle    jak.    Co    chwila    dokądś wychodził,      gdzieś      dzwonił,      na      końcu wyszedł    całkiem    z    budynku.    Po    trzech kwadransach         jego         asystentka         z przepraszającą    miną    oznajmiła    zebranym pacjentom,    że    “pan    doktor    już    dziś    nie wróci,    że    zatrzymały    go    ważne    sprawy    i kazał    przeprosić”.    Pacjenci    wychodzili    z poczekalni,    nie    kryjąc    swego    oburzenia, komentując,   że   “to   skandal”.   Tak   “skończył się”   pan   doktor.   Wystarczyło   kilka   tygodni problemów,   by   stracić   w   oczach   pacjentów szacunek   i   poważanie,   na   które   pracuje   się niejednokrotnie całe życie.   Każdy   z   nas   jest   tylko   człowiekiem.   Każdy   z nas      reaguje      jak      człowiek,      myśli      jak człowiek,    kocha    jak    człowiek    i    cierpi    jak człowiek.      Nie      jesteśmy      inteligentnymi modułami    sterującymi    do    diadynamików, laserów, ultradźwięków, wanien czy ugulów.   Stare,     chińskie     przysłowie     mówi:     “Jeśli cierpisz   z   powodu   serca,   zajmij   myśli;   jeśli cierpisz    z    powodu    myśli    –    zajmij    ręce”. Niestety,    specyfika    naszej    pracy    wymaga od      nas      pracy      umysłu,      rąk      i      serca jednocześnie.          Dlatego          w          chwili największego   zamętu   jest   nam   trudniej   niż jakiemukolwiek    dentyście.    Obyśmy    nigdy wtedy   nie   przegrali.   Nie   “ścięli   się   jak   frytka w oleju i spalili się skrętem do szczętu”...
Tomasz Borowski Redaktor Naczelny portalu Fizjopedia.pl