5 listopada 2012   Tumiwisizm    Tomasz Borowski "Mówi   mi   dziecko   w   klasie:   Czy   musi   pani   robić   sprawdzian   z   lektury   mitu   o   Edypie?   Nie   możemy najpierw wspólnie opowiedzieć sobie treści?"   Tak    zaczęła    się    opowieść    polonistki    uczącej    w    liceum,    którą        usłyszałem    jakiś    czas    temu. Młodzież   w   klasie   licealnej   bowiem   nie   rozumie,   że   lektury   szkolne   czyta   się,   by   potem   omówić   je w   różnych   aspektach,   ku   pożytkowi   młodzieży.   Młodzież   nie   rozumie,   że   czytanie   książek   jest ważne.   Że   dzięki   książkom   poznajemy   świat   i   myśli   mądrzejszych   od   nas   ludzi   i   uczymy   się od   nich   mądrości.   Jest   tylko   mały   problem:   młodzież   licealna   nie   rozumie   czytanego   tekstu i    w    dwudziestym    pierwszym    wieku    w    środku    Europy    trzeba    jej    robić    ćwiczenia    z    “czytania ze   zrozumieniem”.   Młodzież   ma   za   to   komórki   z   androidem   i   internet.   Można   godzinami   przeglądać obrazki   z   demotywatorów   albo   kwejka.   Ten   świat   ogarnia.   To   wystarczy.   No   i   jest   jeszcze   fejsbuk. Czyli jak udała się impra i czy kumpela po jej zakończeniu ma nadal status "w związku".   Młodzież   idzie   potem   na   studia.   Student   nie   czyta   książek.   Na   wykładach   student   ma   prezentacje, a   uczy   się   z   cudzych   notatek   odbitych   na   ksero.   Albo   robi   genialne   ściągi.   Jeszcze   lepsze   komórki z   jeszcze   lepszym   androidem,   no   chyba   że   ajfon,   bo   wiadomo   -   dobry   lans   nie   jest   zły.   Jedynie kserówki od lat niezmienne. Kserówki zawsze będą trendy.   Student   ściąga   z   chomika   gigabajty   książek,   czyichś   notatek   i   filmików   nagrywanych   na   kursach. Nigdy   jednak   nie   przeczyta   w   całości   ani   jednego   ściągniętego   e-booka   ani   nie   obejrzy   filmików. Po prostu warto je mieć.   Student   wreszcie   kończy   studia.   Zaczyna   staż.   Albo   i   nie.   Na   branżowych   forach   dyskusyjnych radośnie   informuje   świat,   że   oto   szuka   pracy.   Z   jakichś   powodów   czuje   freudowski,   wewnętrzny przymus   pisania   o   tym   na   forach.   Nazywa   tę   czynność   "szukaniem   pracy".   Ktoś   przecież   to   kiedyś musi   przeczytać.   Ktoś   na   pewno   da   pracę.   Jest   w   tym   kraju   przecież   mnóstwo   wspaniałomyślnych, nudzących   się   pracodawców,   którzy   specjalizują   się   w   wyszukiwaniu   młodych,   zdolnych   ludzi, poszukujących   na   forach   dyskusyjnych   pracy.   Trzeba   tylko   umieć   cierpliwie   czekać   i   regularnie sprawdzać pocztę w międzylogowaniach na fejsie.   Absolwentowi    bowiem    nikt    nie    wytłumaczył,    że    klawiaturzenie ogłoszeń    pt.    "fizjoterapeuta    szuka    pracy"    w    przypadku    kogoś, o   kim   się   nigdy   nie   słyszało,   ma   taki   sam   sens   jak   pisanie   na   murach "chce    mi    się    siku".    Zainteresowanie    otaczającego    świata    będzie zbliżone.   Absolwent    ma    mnóstwo    sposobności,    by    zainteresować    sobą    potencjalnego    pracodawcę:    np. wzięciem   udziału   w   merytorycznej   dyskusji   albo   wykazaniem   się   przed   nim   rzeczową   odpowiedzią na   pytanie   potencjalnego   pacjenta   (klienta);   by   dać   się   poznać   jako   ktoś,   o   kogo   warto   zabiegać. Z   jakichś   powodów   woli   jednak   milczeć.   A   jeszcze   lepiej   -   udawać,   że   nie   istnieje.   “Szukam   pracy jako fizjoterapeuta” powinno wystarczyć.   Tumiwisizm zaczyna się dziś bardzo, bardzo wcześnie. I bardzo wcześnie ewoluuje.  
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO W POLSCE REKLAMA Strona ma charakter informacyjny i popularyzujący wiedzę z zakresu fizjoterapii. Redakcja Portalu nie bierze odpowiedzialności za skutki praktycznego wykorzystania treści zawartych na stronie. Portal Fizjopedia.pl nie bierze odpowiedzialności za treść reklam, umieszczonych na stronach portalu oraz za treści publikowane przez Czytelników na forach dyskusyjnych.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl.  Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem, środkami.     (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017     FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
Tomasz Borowski Redaktor Naczelny portalu Fizjopedia.pl
Komentarze
O Portalu
Ostatnie felietony
Wyższa matematyka, czyli historie      z Trójkąta Bermudzkiego
Ostatnie rozmowy
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
Redakcja Portalu nie bierze odpowiedzialności za skutki praktycznego wykorzystania treści zawartych na stronie. Portal Fizjopedia.pl nie bierze odpowiedzialności za treść reklam, umieszczonych na stronach portalu.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl.  Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem, środkami.     (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017 FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO
komentarze
o portalu
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
5 listopada 2012   Tumiwisizm      Tomasz Borowski "Mówi   mi   dziecko   w   klasie:   Czy   musi   pani robić   sprawdzian   z   lektury   mitu   o   Edypie? Nie   możemy   najpierw   wspólnie   opowiedzieć sobie treści?"   Tak   zaczęła   się   opowieść   polonistki   uczącej w    liceum,    którą        usłyszałem    jakiś    czas temu.   Młodzież   w   klasie   licealnej   bowiem nie   rozumie,   że   lektury   szkolne   czyta   się,   by potem   omówić   je   w   różnych   aspektach,   ku pożytkowi   młodzieży.   Młodzież   nie   rozumie, że   czytanie   książek   jest   ważne.   Że   dzięki książkom       poznajemy       świat       i       myśli mądrzejszych    od    nas    ludzi    i    uczymy    się od   nich   mądrości.   Jest   tylko   mały   problem: młodzież    licealna    nie    rozumie    czytanego tekstu   i   w   dwudziestym   pierwszym   wieku   w środku   Europy   trzeba   jej   robić   ćwiczenia   z “czytania    ze    zrozumieniem”.    Młodzież    ma za   to   komórki   z   androidem   i   internet.   Można godzinami         przeglądać         obrazki         z demotywatorów     albo     kwejka.     Ten     świat ogarnia.    To    wystarczy.    No    i    jest    jeszcze fejsbuk.    Czyli    jak    udała    się    impra    i    czy kumpela     po     jej     zakończeniu     ma     nadal status "w związku".   Młodzież   idzie   potem   na   studia.   Student   nie czyta    książek.    Na    wykładach    student    ma prezentacje,   a   uczy   się   z   cudzych   notatek odbitych   na   ksero. Albo   robi   genialne   ściągi. Jeszcze   lepsze   komórki   z   jeszcze   lepszym androidem,   no   chyba   że   ajfon,   bo   wiadomo -   dobry   lans   nie   jest   zły.   Jedynie   kserówki od   lat   niezmienne.   Kserówki   zawsze   będą trendy.   Student      ściąga      z      chomika      gigabajty książek,       czyichś       notatek       i       filmików nagrywanych   na   kursach.   Nigdy   jednak   nie przeczyta       w       całości       ani       jednego ściągniętego     e-booka     ani     nie     obejrzy filmików. Po prostu warto je mieć.   Student    wreszcie    kończy    studia.    Zaczyna staż.    Albo    i    nie.    Na    branżowych    forach dyskusyjnych   radośnie   informuje   świat,   że oto   szuka   pracy.   Z   jakichś   powodów   czuje freudowski,   wewnętrzny   przymus   pisania   o tym     na     forach.     Nazywa     tę     czynność "szukaniem   pracy".   Ktoś   przecież   to   kiedyś musi   przeczytać.   Ktoś   na   pewno   da   pracę. Jest     w     tym     kraju     przecież     mnóstwo wspaniałomyślnych,          nudzących          się pracodawców,     którzy     specjalizują     się     w wyszukiwaniu     młodych,     zdolnych     ludzi, poszukujących     na     forach     dyskusyjnych pracy. Trzeba tylko umieć cierpliwie czekać i regularnie         sprawdzać         pocztę         w międzylogowaniach na fejsie.   Absolwentowi   bowiem   nikt   nie   wytłumaczył, że          klawiaturzenie          ogłoszeń          pt. "fizjoterapeuta    szuka    pracy"    w    przypadku kogoś,   o   kim   się   nigdy   nie   słyszało,   ma   taki sam   sens   jak   pisanie   na   murach   "chce   mi się     siku".     Zainteresowanie     otaczającego świata będzie zbliżone.   Absolwent    ma    mnóstwo    sposobności,    by zainteresować          sobą          potencjalnego pracodawcę:      np.      wzięciem      udziału      w merytorycznej    dyskusji    albo    wykazaniem się    przed    nim    rzeczową    odpowiedzią    na pytanie   potencjalnego   pacjenta   (klienta);   by dać    się    poznać    jako    ktoś,    o    kogo    warto zabiegać.   Z   jakichś   powodów   woli   jednak milczeć.   A   jeszcze   lepiej   -   udawać,   że   nie istnieje.   “Szukam   pracy   jako   fizjoterapeuta” powinno wystarczyć.   Tumiwisizm     zaczyna     się     dziś     bardzo, bardzo      wcześnie.      I      bardzo      wcześnie ewoluuje.  
Tomasz Borowski Redaktor Naczelny portalu Fizjopedia.pl