24 sierpnia 2012   Delikatna siła taktu    Tomasz Borowski Odprowadzałem   ostatnio   moją   dobrą   znajomą   do   szpitala   na   planowane   cesarskie   cięcie.   Dziewczę bardziej   niż   trochę   przestraszone:   pierwsza   ciąża,   pierwszy   pobyt   w   szpitalu.   Ale   trzyma   się dzielnie.   Zabawiam   ją   rozmową,   dowcipkujemy,   by   rozproszyć   atmosferę.   Personel   nawet   miły i uprzejmy. Etap pierwszy przyjęcia do szpitala to wypełnienie tzw. formularza przyjęć.   Pierwszy    formularz    wypełniany    przez    personel    odbywa    się    w    tzw.    Biurze    Obsługi    Pacjenta. Mały   holik,   trzy   stanowiska.   Imię,   nazwisko,   pesel,   rok   i   miejsce   urodzenia...   Pada   wreszcie, nieodzowne   jak   reumatyzm   na   starość,   pytanie:   “stan   cywilny”.   Lekka   konsternacja.   Po   chwili cicha    odpowiedź    “panna”.    Dwie    osoby    przy    pozostałych    okienkach    poprawiają    ruchomość kręgosłupa szyjnego.   Standardowy   formularz,   standardowe   pytania,   standardowa   sytuacja.   Nic   nowego   pod   słońcem. A    mnie    zastanawia,    co    z    medycznego    punktu    widzenia    ma    do    rzeczy    mój    stan    cywilny, gdy   na   przykład   idę   do   szpitala   wyciąć   sobie   wyrostek   robaczkowy?   Równie   dobrze   można   by   mnie zapytać   np.   o   to,   czy   oglądam   telewizję   w   weekend   albo   czy   mam   prawo   jazdy.   Przecież   i   tak   pada na końcu pytanie: kogo powiadomić w przypadku nieprzewidzianych okoliczności?   Innymi   słowy,   ktoś,   kto   wymyślał   formularz,   przewidział   mój   nieprzewidziany   zgon,   ale   już   fakt, że    pytanie    o    stan    cywilny    kobiety    rodzącej    narusza    zwykłe,    ludzkie    prawo    do    prywatności - w głowie już mu nie mieścił. Po prostu życie rzadko bywa takie, jakie byśmy chcieli, by było.   Większość    zjadaczy    chleba    i    ziemniaków    nie    ma    wyczucia    taktu i    zwykle    mówi    to,    co    myśli.    A    myśli    nie    aż    tak    znowu    często. Kogoś,     kto     nie     ma     dzieci,     pyta     się     powszechnie     bez     cienia zażenowania:     “Dlaczego     nie     macie     dzieci?     Nie     chcecie     mieć?” Równie    dobrze    można    by    zapytać    kogoś,    kto    ma    upośledzone dziecko:   “I   nigdy   nie   chciałaś   mieć   normalnego   dziecka?   Naprawdę wolisz takie?”   Pamiętam   z   czasów   pracy   w   przychodni,   że   ilekroć   wchodzący   pacjent   mijał   się   z   kimś   w   drzwiach w   gorszym   od   niego   stanie,   padało   niezmienne   pytanie:   “Proszę   pana,   a   tej   pani   to,   co   jest, że    tak    dziwacznie    chodzi?”    Cedziło    się    wtedy    (z    uśmiechem    terapeuty    numer    jedenaście z   hakiem):   “Wie   pan   co?   Jutro   ta   pani   będzie   o   tej   samej   porze   i   będzie   pan   miał   okazję   zapytać   osobiście o jej stan zdrowia...”   Dla   mnie   jako   fizjoterapeuty,   gdy   wpisuję   nowego   pacjenta   do   swojej   bazy   danych,   ważne   jest nazwisko,   imię,   rocznik   (dla   lepszej   identyfikacji)   i   dane   do   kontaktu   (zwykle   numer   telefonu). Wpisuję   również   adnotacje   o   aktualnym   lub   dawnym   zajęciu,   jeśli   takie   informacje   uzyskam w   czasie   wywiadu.   Oczywiście   pytam,   kogo   powiadomić   w   “przypadku   nieprzewidzianych...”   i   kogo pacjent   upoważnia   “do   odbioru   dokumentacji   medycznej”.   Robię   to   jednak   dopiero   w   trakcie kolejnych    spotkań.    Nigdy    na    pierwszym    spotkaniu.    Reszta    informacji    personalnych    mnie    nie powinna    interesować    i    nie    interesuje.    Łamię    pewnie    w    ten    sposób    jakiś    tuzin    zarządzeń, rozporządzeń i międzyplanetarnych konwencji.   Prawdę mówiąc, kompletnie nie robi to na mnie wrażenia.
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO W POLSCE REKLAMA Strona ma charakter informacyjny i popularyzujący wiedzę z zakresu fizjoterapii. Redakcja Portalu nie bierze odpowiedzialności za skutki praktycznego wykorzystania treści zawartych na stronie. Portal Fizjopedia.pl nie bierze odpowiedzialności za treść reklam, umieszczonych na stronach portalu oraz za treści publikowane przez Czytelników na forach dyskusyjnych.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl.  Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem, środkami.     (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017     FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
Tomasz Borowski Redaktor Naczelny portalu Fizjopedia.pl
Komentarze
O Portalu
Ostatnie felietony
Wyższa matematyka, czyli historie      z Trójkąta Bermudzkiego
Ostatnie rozmowy
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
Redakcja Portalu nie bierze odpowiedzialności za skutki praktycznego wykorzystania treści zawartych na stronie. Portal Fizjopedia.pl nie bierze odpowiedzialności za treść reklam, umieszczonych na stronach portalu.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl.  Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem, środkami.     (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017 FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO
komentarze
o portalu
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
24 sierpnia 2012   Delikatna siła taktu      Tomasz Borowski   Odprowadzałem      ostatnio      moją      dobrą znajomą      do      szpitala      na      planowane cesarskie     cięcie.     Dziewczę     bardziej     niż trochę      przestraszone:      pierwsza      ciąża, pierwszy   pobyt   w   szpitalu.   Ale   trzyma   się dzielnie.         Zabawiam         ją         rozmową, dowcipkujemy,    by    rozproszyć    atmosferę. Personel     nawet     miły     i     uprzejmy.     Etap pierwszy       przyjęcia       do       szpitala       to wypełnienie tzw. formularza przyjęć.   Pierwszy      formularz      wypełniany      przez personel   odbywa   się   w   tzw.   Biurze   Obsługi Pacjenta.   Mały   holik,   trzy   stanowiska.   Imię, nazwisko,   pesel,   rok   i   miejsce   urodzenia... Pada   wreszcie,   nieodzowne   jak   reumatyzm na   starość,   pytanie:   “stan   cywilny”.   Lekka konsternacja.    Po    chwili    cicha    odpowiedź “panna”.     Dwie     osoby     przy     pozostałych okienkach           poprawiają           ruchomość kręgosłupa szyjnego.   Standardowy        formularz,        standardowe pytania,   standardowa   sytuacja.   Nic   nowego pod    słońcem.    A    mnie    zastanawia,    co    z medycznego   punktu   widzenia   ma   do   rzeczy mój   stan   cywilny,   gdy   na   przykład   idę   do szpitala          wyciąć          sobie          wyrostek robaczkowy?    Równie    dobrze    można    by mnie     zapytać     np.     o     to,     czy     oglądam telewizję   w   weekend   albo   czy   mam   prawo jazdy.   Przecież   i   tak   pada   na   końcu   pytanie: kogo          powiadomić          w          przypadku nieprzewidzianych okoliczności?   Innymi   słowy,   ktoś,   kto   wymyślał   formularz, przewidział   mój   nieprzewidziany   zgon,   ale już   fakt,   że   pytanie   o   stan   cywilny   kobiety rodzącej   narusza   zwykłe,   ludzkie   prawo   do prywatności   -   w   głowie   już   mu   nie   mieścił. Po    prostu    życie    rzadko    bywa    takie,    jakie byśmy chcieli, by było.   Większość   zjadaczy   chleba   i   ziemniaków nie   ma   wyczucia   taktu   i   zwykle   mówi   to, co    myśli.    A    myśli    nie    aż    tak    znowu często.   Kogoś,   kto   nie   ma   dzieci,   pyta się          powszechnie          bez          cienia zażenowania:      “Dlaczego      nie      macie dzieci?     Nie     chcecie     mieć?”     Równie dobrze   można   by   zapytać   kogoś,   kto   ma upośledzone      dziecko:      “I      nigdy      nie chciałaś      mieć      normalnego      dziecka? Naprawdę wolisz takie?”   Pamiętam   z   czasów   pracy   w   przychodni,   że ilekroć   wchodzący   pacjent   mijał   się   z   kimś w    drzwiach    w    gorszym    od    niego    stanie, padało   niezmienne   pytanie:   “Proszę   pana,   a tej    pani    to,    co    jest,    że    tak    dziwacznie chodzi?”   Cedziło   się   wtedy   (z   uśmiechem terapeuty     numer     jedenaście     z     hakiem): “Wie    pan    co?    Jutro    ta    pani    będzie    o    tej samej    porze    i    będzie    pan    miał    okazję zapytać ją osobiście o jej stan zdrowia...”   Dla    mnie    jako    fizjoterapeuty,    gdy    wpisuję nowego   pacjenta   do   swojej   bazy   danych, ważne    jest    nazwisko,    imię,    rocznik    (dla lepszej    identyfikacji)    i    dane    do    kontaktu (zwykle   numer   telefonu).   Wpisuję   również adnotacje   o   aktualnym   lub   dawnym   zajęciu, jeśli          takie          informacje          uzyskam w   czasie   wywiadu.   Oczywiście   pytam,   kogo powiadomić                 w                 “przypadku nieprzewidzianych...”       i       kogo       pacjent upoważnia      “do      odbioru      dokumentacji medycznej”.    Robię    to    jednak    dopiero    w trakcie      kolejnych      spotkań.      Nigdy      na pierwszym     spotkaniu.     Reszta     informacji personalnych         mnie         nie         powinna interesować   i   nie   interesuje.   Łamię   pewnie w     ten     sposób     jakiś     tuzin     zarządzeń, rozporządzeń         i         międzyplanetarnych konwencji.   Prawdę   mówiąc,   kompletnie   nie   robi   to   na mnie wrażenia.
Tomasz Borowski Redaktor Naczelny portalu Fizjopedia.pl