21 kwietnia 2008   Lokalne centrum wszystkiego albo o parciu na wielkosłowie    Tomasz Borowski Kiedy   jakiś   czas   temu   zobaczyłem   w   telewizji   reklamę   pewnej   "debiutanckiej   płyty   wschodzącej gwiazdy   muzyki   pop",   oniemiałem   z wrażenia.   Nie   miałem   pojęcia,   że   można   zostać   sławnym, zanim   zrobi   się   cokolwiek,   czyli   np.   zostać   gwiazdą   muzyki   pop,   zanim   wyda   się   jakąkolwiek   płytę. Już    zaczynałem    myśleć,    że    to    jakiś    nowy    trend    w    idiotyzacji    naszego    języka,    ale    nie...      Przypomniałem    sobie,    że potrzeba    używania    słów    na    wyrost    była    wszechobecna.    Począwszy  od    tytułu    cesarza    Etiopii    Hailego    Selassiego,    panującego    w    latach    1930-1936    i 1941-1974      ("Król     Królów,     Pan     Panów,     Zwycięski     Lew     z     Plemienia     Judy),     poprzez swojskiego     nam bilboardowego "Prezydenta Tuska" aż po niedorzeczne "Polska - Mistrzem Euro 2008".   Jakże   by   więc   i   nasza   zawodowa   społeczność   mogłaby   być   wolna   od   pokusy   takiegoż   "awansu"? Przecież   papier   i   monitor   wytrzymają   wszystko.   Pamiętam,   gdy   spacerowałem   jakiś   czas   temu po   Bydgoszczy   (tu   informuję   o   istotnym   fakcie,   że   w   mieście   tym   znajduje   się   m.in.   jedna z   najlepszych   i   najnowocześniejszych   klinik   rehabilitacji   w Polsce)   i   zobaczyłem   w   zapuszczonym nieco   podwórzu   jednej   z   bocznych   uliczek   obdrapany   szyld:   "Centrum   Rehabilitacji   Medycznej". Kiedyś   słowo   "centrum"   było   zarezerwowane   dla   placówki,   która   jest   największą   i   najbardziej rozwojową   w   danym   rejonie   (wojewódzkie   centrum,   krajowe   centrum).   Dziś   może   je   sobie   tyleż bezkarnie,    co bezmyślnie    używać    każdy,    choćby    do    nazwania    dwu    pomieszczeń    w    garażu. Mamy   więc   w   każdym   większym   mieście   po   kilka   "centrum"   terapii   manualnej   czy   "centrum" rehabilitacji.   W   tym   momencie   staje   mi   przed   oczami   szyld   przy   wejściu   do   osiedlowej   świetlicy   w moim rodzinnym   mieście:   "Pomorskie   Centrum   Dalekowschodnich   Sztuk   Walki".   Centrum   to   zajmowało jedną   z   salek   (jakieś   30   metrów   kwadratowych),   wyposażone   było   w   kilka   materacy   i   kilka skakanek, a zrzeszało około 6 członków.   Skłonność   do   szastania   na   lewo   i   prawo   superlatywami   szczególnie   przypadła   do   gustu   naszym rodzimym    producentom    sprzętu    rehabilitacyjnego.    I    tak    na    przykład    w    filmie    reklamowym o   parapodium   dynamicznym,   jedyne   określenia   jakie   przyszły   do   głowy   producentom   na   temat   ich własnego     wyrobu     to:     "genialne",     "perfekcyjne",     "wszechstronne"     oraz     "najlepsza     forma rehabilitacji"   (sic!).   Pewien   znany   producent   "kombajnów"   do   fizykoterapii   zagalopował   się   aż   tak daleko,    że    opisał    efekt    terapeutyczny    zabiegów    przy    użyciu    sprzętu    jego    produkcji    jako "niespotykany".    "Niespotykany"    znaczy    dokładnie    tyle    co    "nie    można    go    nigdzie    spotkać, zobaczyć".   Tym samym   paradoksalnie   zaprzeczył   obserwowanie   takowegoż   zjawiska   w   przypadku swoich aparatów.   W    imieniu    Redakcji    jeszcze    nie    największego,    nie    najcudowniejszego,    ani    nawet    jeszcze nie najczęściej    odwiedzanego    portalu    internetowego    Fizjopedia.pl.    życzę    Państwu    udanego tygodnia.
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO W POLSCE REKLAMA Strona ma charakter informacyjny i popularyzujący wiedzę z zakresu fizjoterapii. Redakcja Portalu nie bierze odpowiedzialności za skutki praktycznego wykorzystania treści zawartych na stronie. Portal Fizjopedia.pl nie bierze odpowiedzialności za treść reklam, umieszczonych na stronach portalu oraz za treści publikowane przez Czytelników na forach dyskusyjnych.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl.  Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem, środkami.     (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017     FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
Tomasz Borowski Redaktor Naczelny portalu Fizjopedia.pl
Komentarze
O Portalu
Ostatnie felietony
Wyższa matematyka, czyli historie      z Trójkąta Bermudzkiego
Ostatnie rozmowy
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
Redakcja Portalu nie bierze odpowiedzialności za skutki praktycznego wykorzystania treści zawartych na stronie. Portal Fizjopedia.pl nie bierze odpowiedzialności za treść reklam, umieszczonych na stronach portalu.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl.  Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem, środkami.     (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017 FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO
komentarze
o portalu
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
21 kwietnia 2008   Lokalne centrum wszystkiego albo o parciu na wielkosłowie      Tomasz Borowski Kiedy     jakiś     czas     temu     zobaczyłem     w telewizji     reklamę     pewnej     "debiutanckiej płyty    wschodzącej    gwiazdy    muzyki    pop", oniemiałem   z wrażenia.   Nie   miałem   pojęcia, że   można   zostać   sławnym,   zanim   zrobi   się cokolwiek,   czyli   np.   zostać   gwiazdą   muzyki pop,   zanim   wyda   się   jakąkolwiek   płytę.   Już zaczynałem   myśleć,   że   to   jakiś   nowy   trend w    idiotyzacji    naszego    języka,    ale    nie...      Przypomniałem          sobie,          że potrzeba używania        słów        na        wyrost        była wszechobecna.        Począwszy od        tytułu cesarza       Etiopii       Hailego       Selassiego, panującego    w    latach    1930-1936    i 1941- 1974      ("Król   Królów,   Pan   Panów,   Zwycięski Lew   z   Plemienia   Judy),   poprzez swojskiego nam   bilboardowego   "Prezydenta   Tuska"   po   niedorzeczne   "Polska   -   Mistrzem   Euro 2008".   Jakże      by      więc      i      nasza      zawodowa społeczność   mogłaby   być   wolna   od   pokusy takiegoż     "awansu"?     Przecież     papier     i monitor    wytrzymają    wszystko.    Pamiętam, gdy      spacerowałem      jakiś      czas      temu po    Bydgoszczy    (tu    informuję    o    istotnym fakcie,   że   w   mieście   tym   znajduje   się   m.in. jedna   z   najlepszych   i   najnowocześniejszych klinik   rehabilitacji   w Polsce)   i   zobaczyłem   w zapuszczonym    nieco    podwórzu    jednej    z bocznych       uliczek       obdrapany       szyld: "Centrum   Rehabilitacji   Medycznej".   Kiedyś słowo    "centrum"    było    zarezerwowane    dla placówki,   która   jest   największą   i   najbardziej rozwojową   w   danym   rejonie   (wojewódzkie centrum,    krajowe    centrum).    Dziś    może    je sobie      tyleż      bezkarnie,      co bezmyślnie używać    każdy,    choćby    do    nazwania    dwu pomieszczeń     w     garażu.     Mamy     więc     w każdym      większym      mieście      po      kilka "centrum"   terapii   manualnej   czy   "centrum" rehabilitacji.   W    tym    momencie    staje    mi    przed    oczami szyld   przy   wejściu   do   osiedlowej   świetlicy w moim     rodzinnym     mieście:     "Pomorskie Centrum    Dalekowschodnich    Sztuk    Walki". Centrum   to   zajmowało   jedną   z   salek   (jakieś 30     metrów     kwadratowych),     wyposażone było   w   kilka   materacy   i   kilka   skakanek,   a zrzeszało około 6 członków.   Skłonność    do    szastania    na    lewo    i    prawo superlatywami    szczególnie    przypadła    do gustu      naszym      rodzimym      producentom sprzętu   rehabilitacyjnego.   I   tak   na   przykład w      filmie      reklamowym      o      parapodium dynamicznym,      jedyne      określenia      jakie przyszły    do    głowy    producentom    na    temat ich      własnego      wyrobu      to:      "genialne", "perfekcyjne",         "wszechstronne"         oraz "najlepsza   forma   rehabilitacji"   (sic!).   Pewien znany        producent        "kombajnów"        do fizykoterapii   zagalopował   się   aż   tak   daleko, że    opisał    efekt    terapeutyczny    zabiegów przy    użyciu    sprzętu    jego    produkcji    jako "niespotykany".       "Niespotykany"       znaczy dokładnie    tyle    co    "nie    można    go    nigdzie spotkać,            zobaczyć".            Tym samym paradoksalnie     zaprzeczył     obserwowanie takowegoż    zjawiska    w    przypadku    swoich aparatów.   W        imieniu        Redakcji        jeszcze        nie największego,    nie    najcudowniejszego,    ani nawet              jeszcze              nie najczęściej odwiedzanego        portalu        internetowego Fizjopedia.pl.      życzę      Państwu      udanego tygodnia.
Tomasz Borowski Redaktor Naczelny portalu Fizjopedia.pl